Alphonse postanowił zjeść obiad na mój koszt. Jak mnie oszukał! Ostrzegam wszystkich

Niedawno obchodziłam moje 44. urodziny. Mimo mojego wieku jestem aktywną, towarzyską kobietą, która kocha życie. Całe życie dążyłam do spełniania swoich pragnień i osiągania celów.

Obecnie mam dobrze płatną pracę, mój syn cieszy się sukcesem na uniwersytecie i sprawia mi wiele radości, ale moje życie osobiste nie jest szczególnie pełne radości. Od mojego rozwodu z mężem minęło prawie dziesięć lat, a od tamtej pory nie było poważnego związku.

Kiedyś w moim życiu zdarzyła się bardzo ciekawa próba zbudowania relacji. Tę historię można by nazwać kurortowym romansem, ale była tak krótka, że ​​zapadła mi w pamięć jako zabawna anegdota opowiedziana przez dobrego przyjaciela.

Zawsze uważałam, że w moim wieku z roku na rok coraz trudniej jest znaleźć odpowiedniego partnera. Wraz z upływem czasu rosną nie tylko lata, ale także wymagania wobec potencjalnego towarzysza. Marnowanie lat i własnej energii na nieudany związek jest zbyt kosztowne. Jednocześnie nigdy nie pozwoliłam sobie na złapanie pierwszej lepszej okazji.

Warto zauważyć, że przez cały ten czas spotykałam zupełnie różne osoby, ale żaden z nich nie spełniał nawet podstawowych kryteriów, nie jako człowiek, ale po prostu w swoim zachowaniu.

Nigdy nie sięgnąłem po słowo do kieszeni, a tym bardziej nigdy nie przemilczałem jawnej ignorancji. Mam dość szeroki krąg znajomych, ale nie ma tam miejsca dla kłamców i łajdaków, i nie jest to przypadkowe. Od dzieciństwa ceniłem przede wszystkim szczerość i prawdziwą męską hojność.

A teraz przydarzyła mi się bardzo fascynująca historia. Na południu, nad morzem, podczas wieczornego spaceru wałem, spotkałem niejakiego Andrzeja. Porozmawiajmy teraz o nim.

Bardzo uprzejmy i sympatyczny facet zrobił na mnie dobre wrażenie. Rozpoczęła się rozmowa, w której Andrzej wydawał się sympatycznym i rozwiniętym intelektualnie człowiekiem. Na początku jego nadmierne zainteresowanie moją pracą i stanowiskiem wydało mi się bardzo dziwne, co w myślach odnotowałem jako brak taktu.

Później zdecydowałem, że Andrzej jest po prostu bardzo uważnym i interesującym facetem. Nie ukrywał zainteresowania mną jako kobietą, bardzo szybko zaprosił mnie do restauracji, a przed pójściem spać zdążył nawet napisać kilka miłosnych wiadomości.

Następnego dnia spotkanie odbyło się przy kolacji w przyjemnej restauracji. Andrzej zachowywał się grzecznie, żartował wesoło, ale z jakiegoś powodu okresowo opowiadał o swoim udanym awansie w biznesie. Nie był skromny – opowiadał o willi, drogich samochodach i wycieczkach, co wydawało mi się bardzo dziwne jak na samowystarczalnego mężczyznę, a także na pierwszą randkę.

Nie zwracałem na to większej uwagi i jeszcze nie podejrzewałem, że wkrótce będę musiał sam zapłacić za nasz wspaniały obiad.

Później przypuszczałem, że chyba wszyscy alfonsi sprawdzają na pierwszej randce, czy kobieta jest gotowa zapłacić za wszystko. W momencie, gdy trzeba było zapłacić, Andrzej opamiętał się i powiedział, że zapomniał portfela w domu.

Tutaj wszystkie podejrzenia ułożyły się w ogólny obraz, i zdałem sobie sprawę, że trafiłem na prawdziwego Alfonsa, który po prostu „profesjonalnie” ocenił mój wygląd i rzekome bogactwo na skarpie.

Nigdy nie zaliczałem się do nieśmiałej dziesiątki, więc decyzja została podjęta natychmiast. Chwyciłem telefon tego niedbałego dżentelmena i wręczyłem go kelnerowi, mówiąc, że to depozyt, i że mój towarzysz wkrótce przyniesie pieniądze. Andrzej mruknął coś do siebie i niezgrabnie wyjął kartę kredytową. Ten obiad okazał się pożegnaniem w naszym związku z Andrzejem.

Nie było już spotkań, a miłość w SMS-ach również skończyła się tak szybko, jak się zaczęła.