Każda matka chłopca powinna być na to przygotowana – to smutna, ale prawdziwa rzeczywistość.

Każda kobieta (lub prawie każda) w pewnym pięknym momencie przymierza się do najważniejszej roli w życiu – zostania matką. Jednak, jak smutno to nie brzmi, dzieci pewnego dnia dorastają i rodzice muszą pozwolić im wyruszyć w długą podróż, czy tego chcą, czy nie. Dziś chcemy podsumować, co przyniesie przyszłość wszystkim mamom chłopców i dlaczego tak ważne jest, aby być na nią przygotowanym, aby nie zostać samemu w jednym pięknym momencie z walizką zawiedzionych nadziei i torbą nadmiernej troski, której nikt nie potrzebuje.

Najpierw spojrzyjmy na życie zwykłej matki chłopca z zewnątrz (osoby szczególnie wrażliwe nie powinny czytać, ponieważ będą w stanie się rozpoznać w każdym słowie). Przede wszystkim wybierasz w sklepie śliczne niebieskie kombinezony i czapki.

Karmisz go, pieścisz, całujesz jego malutkie paluszki i słodkie policzki. Potem szyjesz mu kostiumy króliczka-kotka-pirata-kowboja, zawozisz go do przedszkola, ocierasz łzy, smarujesz złamane kolana jodyną i nie śpisz w nocy przy jego łóżku, jeśli dziecko złapało jakąś infekcję.

Nie zapominajmy o ulubionej bajce na dobranoc, pocałunkach w drodze, „mamo kup mi co chcę” i innych radościach macierzyństwa.

Nie masz czasu się rozejrzeć, a Twój syn siedzi już w ławce w pierwszej klasie, Twój dzień zaczyna się od spakowania teczki do szkoły, a kończy telefonem od nauczyciela z prośbą: „Zrób coś z twoim Siergiejem, on walczy ze wszystkimi, nie ustępuje nikomu! A wy edukujecie, pokazujecie, że trzeba być przyzwoitym, odważnym, inteligentnym i nie obrażać innych.

Rumienisz się na zebraniu rodziców, po raz setny wybaczasz nagle zaginiony pamiętnik, cieszysz się z sukcesów na zawodach sportowych i pokornie kiwasz głową na sąsiada: „To wina twojego syna, ale zaczął pierwszy!”

Nagle zauważasz, jak twój syn rośnie nie w ciągu dni, ale godzin, jak szybko wszystkie rzeczy, które dla niego podnosisz, stają się za małe. A niech rośnie, coraz mniej opowiada o swoich romansach, coraz częściej znika gdzieś z chłopakami.

Czy naprawdę wierzysz, że pierwsza miłość twojego syna to tylko gra hormonów i że Tanya, ta wyuzdana i frywolna z sąsiedniego podwórka, w ogóle nie pasuje do twojego syna? Może tak, to tylko zabawa nastolatków i nic więcej.

Ale czas leci, a ty już wybierasz nie tylko niebieski kombinezon, ale prawdziwy, dorosły garnitur na ostatni dzwonek i maturę. Połykasz łzy w kolejce, gdy wręczane są świadectwa, nie śpisz w nocy podczas kampanii rekrutacyjnej. Potem pewna Elena pojawia się niepostrzeżenie w twoim domu, za nią Katya, potem kolejna Elena, a potem nawet nie próbujesz zapamiętać ich imion.

Ale nagle zauważasz, że ta koleżanka z grupy, Anya, uważa twój dom za swój prawie własny i otwiera twoją lodówkę, jakby dawno temu stała się członkiem twojej rodziny. Denerwujesz się, ale zaciskasz zęby i znosisz wszystkie jej psikusy.

I wtedy zauważasz, że w opinii tej samej Any, koszula, którą wybrałeś, to “stara szkoła i kompletna bzdura”, że nic nie rozumiesz w związkach i w życiu, a twoje gotowanie też jest takie sobie.

A potem, pewnego pięknego dnia, twój syn mówi ci, że nie zamierza już mieszkać z tobą, że wprowadza się do Anyi i to wszystko na poważnie. Teraz już zajada jej barszcz, słucha jej zdania, w weekendy odwiedza jej mamę i nosi starannie przez nią dobrane koszule.

Możesz spodziewać się telefonu od syna tylko z okazji dużych świąt, a jeszcze rzadziej w przypadku wizyty. Teraz już wybierają menu na wesele, dzieląc rodzinny budżet i szkielety w szafie. Potem wszystko toczy się według scenariusza: ślub, wnuki, zmartwienia.

Pewnego dnia wchodzisz do jego pokoju, gdzie uśmiechają się do ciebie tylko stare zabawki, niedziałająca Play Station i kilka zdjęć twojego bezzębnego siedmioletniego Serhijka, i zdajesz sobie sprawę, że już nigdy nie będziesz jego numerem jeden. Stopniowo stałaś się kobietą numer dwa w jego życiu.

Więc bez względu na to, jak smutno to brzmi, musisz się z tym pogodzić i zaakceptować ten fakt. Pamiętaj, że sam kiedyś dla kogoś był “tej obsesyjnej Anyi”, która zabrała syna matce.

Jest takie bardzo mądre przysłowie: “Dziecko jest gościem w twoim domu: nakarm je, wychowaj i pozwól mu odejść”. Nawet głupiec może nakarmić dziecko, ale już trudniej jest je wychować. Puścić drogie dziecko w swoim czasie jest zadaniem o zwiększonej złożoności, ale jest to także najwyższy przejaw rodzicielskiej miłości.

Uwaga do wszystkich matek synów: bądźcie przygotowane na to, że pewnego dnia wasze dziecko zostawi was dla Anyi (Tanyi, Maszy – to nie jest ważne). Ten proces jest naturalny i nikt jeszcze nigdy nie wyszedł z niego bez strat. Głównym zadaniem każdej matki jest umieć puścić syna bez skrytych zniewag, wyrzutów, wyrzutów sumienia i nienawiści do jego nowej miłości.