Mąż narzekał na żonę, że ma małą pensję. Ona jednak nie kłóciła się z nim i podzieliła z nim półki w lodówce. Ostatecznie, koniec był dla obojga nieoczekiwany

Ta historia wygląda i brzmi niesamowicie zabawnie, ale podczas kłótni żona czuła się źle. Była jeszcze dość młoda, planowała żyć długo i szczęśliwie z mężem, ale musiała dzielić półki w lodówce.

Wszystko zaczęło się od jego uwagi: oboje chodzą do pracy, spędzają tam tyle samo czasu, więc pomaganie jej w pracach domowych nie zaszkodziłoby.

Wiesz kochanie – powiedział mężczyzna zastanawiając się – ja zarabiam prawie dwa razy więcej, nie musisz oszczędzać na wszystkim. To część obowiązków gospodyni.

Irina była zmieszana. Wychodziła za mąż za ukochanego mężczyznę, widziała, że ​​on też ją kocha. Łatwo się dogadywali, łatwo zgadzali się we wszystkim, od drobiazgów po ważne rzeczy. Znaleźli czas zarówno na romantykę, jak i na poważne interesy. Zmęczeni pomagali sobie nawzajem, starali się ułatwić sobie życie.

I ważny niuans: mieszkanie, w którym zamieszkali, należało do Iryny. Samochód należał do Andrzeja, kupił go przed ślubem. Ogólnie wszystko było jasne i wygodne. Mężczyzna nie oszczędzał swojej pensji, odłożył wszystko na półkę. Iryna wiedziała jak oszczędzać nie szkodząc jakości życia, coś odkładała na odpoczynek. Ogólnie wszystko było doskonałe.

Jednak było kilka sygnałów alarmowych.

Za swoją pensję żądał na przykład tylko produktów najwyższej jakości. Kolacja musiała być z dobrym kawałkiem mięsa.

Zarabiał pieniądze, więc nosił ubrania z drogich sklepów.

Wszystko, co zostawili, wydali na wakacje: polecieli najpierw do Tajlandii, a następnie na Malediwy.

W sumie zarabiali całkiem nieźle, ale Iryna nie widziała dużo pieniędzy. Chodziła po domu, oszczędzała pieniądze, a jej mąż się nudził. Czasem jadł obiad u mamy, czasem z kolegami. Żona wydawała się nieco zbladła.

Iryna sama tego nie rozumiała: z taką pensją jak ona, inne kobiety i dzieci są ciągnięte bez pomocy mężów, a same nie czują się źle. Ona natomiast nie może sobie pozwolić na kupienie szminki, farbuje włosy sama, nie stać jej na wizytę w salonie fryzjerskim. Kiedyś żyła z pensji, płaciła rachunki za media, kupowała ubrania i pomagała rodzicom. Teraz dwie pensje lecą na codzienność.

Do tego dochodziły przyczepy od męża. Nie zrobił sushi tak, jak lubiła, a mięso było niedosmażone. Gościom nie podała ze sobą bułek, a pomoc męża gdzieś zniknęła.

Iryna spojrzała na Andrzeja i zastanawiała się, co będzie dalej, kiedy dzieci wyjadą. Czas nauczyć się samodzielnie dbać o gospodarstwo domowe. Nie trzeba mówić o oszczędzaniu, ale trzeba w nim uczestniczyć. Wcale nie trzeba słuchawek za pięć tysięcy, można znaleźć tańsze.

Jednakże Andrzej znowu mówił o różnicy w wynagrodzeniach.

Iryna spojrzała na półkę, na której Andrzej od dawna nie kładł pieniędzy. Wzruszyła ramionami i powiedziała:

Już nie wezmę od ciebie ani grosza. Będę żyć na własną rękę. – Mąż śmiał się i był szczęśliwy, a żona kontynuowała: – Tylko bądź tak miły i nie dotykaj mojego jedzenia.
Andrzej zgodził się na następujące zasady:

dom komunalny na pół; mąż prowadzi samochód, żona przesiada się do metra; każdy ma swoje produkty i preparaty.

Iryna zrozumiała: to już koniec. Rozwód jest nieunikniony. Ale miała więcej pieniędzy.

Mężczyzna żałował swojego postępowania. Oprócz tego, że ocierał się o jej jedzenie, jadł je w nocy. Iryna odświeżyła swoją garderobę i zrobiła sobie fryzurę. Potem udała się na spoczynek do sanatorium.

Po wakacjach nie zastała Andrzeja ani jego rzeczy w domu: zamieszkał z matką. Nawet żarówki musiała wymienić sama.

Iryna wyciągnęła wnioski. Będzie szukać skromniejszego mężczyzny.