Panna młoda wzniosła toast, pocałowała ojca i włożyła mu coś do ręki. Goście zamarli w oczekiwaniu.

Wesele było w pełnym rozkwicie. Goście co jakiś czas wznosili toasty, życząc młodym długiego życia w rodzinie i kolejnych dzieci. Rozdano zastawę stołową, dywany i inne tradycyjne prezenty ślubne. I tu nastąpił wzruszający moment.

Panna młoda w pięknej białej sukni (tak drogiej, że wszystkie koleżanki zdążyły już ugryźć łokcie z zazdrości i ponuro zajadały się sałatkami) wstała i zaczęła wznosić toast.

Podziękowała ojcu za to, że zawsze był przy niej, wspierał i ją rozumiał.

Goście sięgnęli po chusteczki, a ci najbardziej sentymentalni już z całych sił ocierali łzy – jak kocha córka tatusia!

A potem panna młoda skończyła toast, pocałowała ojca i włożyła mu coś do ręki. Goście szeptali: co to jest? Zwykle to nowożeńcy otrzymują prezenty od gości, ale nie na odwrót.

Wszystkie oczy gości zwróciły się na ojca, nawet dziewczyny odwróciły się od sałatek i wpatrywały się w zdezorientowanego mężczyznę. A nagle ten wybuchnął śmiechem i krzyknął na całą salę: „Panowie, to jest najlepszy dzień w moim życiu”.

A potem podniósł rękę z prezentem nad głową, jak hokeiści podnoszą wygrany puchar.

„Moja córka w końcu odzyskała moją kartę kredytową!”

Sala wybuchła przyjaznym śmiechem. Tylko tutaj pan młody zbladł nieco.