Amerykańska rodzina adoptowała dziewczynkę z Ukrainy, a rok później otrzymali list…

Istnieje przypowieść o tym, jak chłopiec regularnie przychodził nad brzeg morza i rzucał do wody rozbitą morską gwiazdę, która została wyrzucona na brzeg przez fale. Pewnego dnia podszedł do niego mężczyzna i powiedział, że nie zmieni to niczego. Wiele osób na wielu wybrzeżach musiałoby wrzucać gwiazdy z powrotem do morza, a to nigdy się nie stanie. Wtedy chłopiec powiedział: “Ja zmienię coś konkretnie dla niej.” I rzucił kolejną gwiazdę do morza…

Amerykanie Nanette i Verna Garrett mają sześcioro dzieci. Ale zdecydowali, że chcą ofiarować swoje rodzicielskie ciepło kolejnej dziewczynce. Tak narodził się pomysł adopcji. Z woli losu trafili do Ukraińskiego Narodowego Centrum Adopcyjnego. Długo patrzyli na zdjęcia, aż zatrzymali się na obrazku dziewczynki z kokardkami.

Nanette wspomina, że od razu wiedziała, że stoi przed nią jej córka. Jej Emily. Po załatwieniu formalności, Garrettowie przybyli, by odebrać swoją córkę. Dziewczynce powiedziano, że to jej rodzice. Szybko pobiegła do ojca, objęła go i długo się nie puściła. Szczęśliwi, wrócili do domu, aby zjednoczyć się z resztą rodziny.

Okazało się jednak, że dziewczynka miała starszą siostrę, Lisę, pozostawioną na Ukrainie. Ojciec dziewcząt często pił, a matka ciągle gdzieś znikała. Lisa troszczyła się o swoją siostrę najlepiej, jak tylko mogła. Niejednokrotnie chodziła głodna do sąsiadów, aby zdobyć jedzenie dla maluszka.

Gdy Emilii zabrano do sierocińca, Lisa została sama. W liście podziękowała nowej rodzinie za przygarnięcie Emilii. To nie było apelem bólu dziecka. Wręcz przeciwnie, Lisa cieszyła się, że jej siostra teraz ma prawdziwą rodzinę. Tylko niechcący dziewczyna przypominała sobie, jak bardzo była smutna.