Dziewczyna mojej córki siedzi w naszym domu przez cały dzień. Oczywiście nie mogę jej wyrzucić, ale mam już tego wszystkiego dość.

Moja córka Zuzanna ma 12 lat. Staramy się dawać to co najlepsze: zabawki, sprzęt, ubrania. Chociaż sami nie żyjemy dużo, niczego Zuzi nie odmawiamy. Oczywiście jej koledzy z klasy lubią spędzać czas w naszym domu. Możesz oglądać telewizję, grać w gry. Pewnie dlatego koleżanka mojej córki, Kinga, zostaje z nami cały dzień i wieczór.

Kinga przychodzi do nas zaraz po szkole, nawet nie zabiera do domu swojej teczki. Je u nas lunch, potem ona i Zuzia odrabiają lekcje, a potem dobrze się bawią. Wieczorem Kinga nie spieszy się do domu. Mówi, że się tam nudzi. Rodzice wracają do domu zmęczeni i prawie z nią nie rozmawiają. Dlatego znalazła w nas drugą rodzinę.

Po prostu nie chcę, żeby przyjaciółka mojej córki spędzała z nami tyle czasu. Widzisz, ja też wracam do domu zmęczony. A mąż pracuje na dwie zmiany. Wieczorem chcemy odpocząć, pogawędzić z całą rodziną. Zamiast tego czujemy się niezręcznie, bo w domu jest ktoś obcy.

Teraz musimy jeszcze dokupić kolejne produkty, bo mamy nowego członka rodziny. Oczywiście nie żal mi dziecka z talerza zupy. Ale wszelkiego rodzaju gadżety, w tym owoce i słodycze, kupuję też dla Kingi. Nie mogę dawać słodyczy mojemu dziecku i pozbawiać cudzej dziewczyny, kiedy jest w pobliżu.

Oczywiście sam dorastałem w ten sposób. Moglibyśmy poprosić sąsiada o wodę. Dorośli często częstowali nas lemoniadą lub kwasem chlebowym. Mogli zjeść obiad w domu przyjaciela. Ale nie codziennie! Kiedy byłem młody, wiedzieliśmy jasno: jeśli dorośli wrócą do domu, powinniśmy pożegnać się z przyjaciółmi i iść do domu. Ale zasady przyzwoitości Kingi są nieznane.

Rodzice mojej przyjaciółki Zuzi całkowicie mnie zaskakują. Ojciec zwykle przychodzi po nią o dziewiątej, czeka przy wejściu. Nie krzyżujemy z nim dróg. I w ogóle przez cały czas, kiedy Kinga była z nami, ani razu nie zadzwonili i nie zapytali, jak się czuje.

Kiedy wysyłam córkę do znajomych, przynajmniej raz wieczorem dzwonię. A przynajmniej proszę o numer telefonu osób, do których chodzi, żebym zawsze mogła być w kontakcie.

Matka Kingi nawet nie przywitała się ze mną na zebraniu rodziców! Chciałem z nią porozmawiać o dziewczynach, ale spojrzała na mnie, jakbyśmy w ogóle jej nie znali. W końcu nasze córki przyjaźnią się od pierwszej klasy!

Nie wiem co robić. Zuzanna jest tak przyjazna z Kingą, że nie mogę zabronić im się komunikować. A z drugiej strony nie podoba mi się, że koleżanka mojej córki tyle czasu spędza u nas w domu.