Idziesz? To zabierz dzieci ze sobą!

No cóż, skoro mąż poszedł do mojej przyjaciółki, niech zabierze dzieci ze sobą. I co z tego? Tam się dobrze bawią. Romantyczne wieczory, wycieczki, a ja zostaję sama z dwójką dzieci. Czy to sprawiedliwe? Zmęczona słuchaniem ich histerii w sklepie i liczeniem groszy, które mąż uważa za alimenty.

Mieliśmy dobrą rodzinę. Wielu nas brało za przykład i nawet zazdrościło. Przecież mieszkaliśmy razem przez 10 lat. To nie żart! Przez cały ten czas była miłość, bo pracowaliśmy nad naszym związkiem i sprzeciwialiśmy się monotoni.

Na początku żyliśmy dla siebie – dopiero po 7 latach zdecydowaliśmy się na dziecko, kiedy kwestia mieszkania została już rozwiązana. Mężczyzna niecierpliwie czekał na narodziny pierwszego dziecka. Co więcej, dowiedzieliśmy się na badaniu ultrasonograficznym, że będzie to syn. Wszystko tak, jak sobie marzyłam.

Mój mąż pomagał mi w domu i opiekował się dzieckiem. Dlatego też prawie od razu zdecydowałam się na drugą ciążę. Z jakiegoś powodu myślałam, że będzie mi łatwiej przy dwójce. Obsłużę urlop macierzyński i pójdę do pracy z czystym sumieniem. Nie było mi trudno z dwójką dzieci, bo mąż potrafił coś ugotować, zająć się nimi i wyprowadzić na spacer. Ogólnie miałam idealne macierzyństwo.

Teraz sobie przypominam wszystko i zdaję sobie sprawę, że wciąż go kocham, mimo że mnie zdradził. Ale nie tylko on… Ale również moja najlepsza przyjaciółka.

Ostatnio dowiedziałam się, że mój mąż nie jest takim idealnym rodzinym człowiekiem. Zdradził mnie. I to nie raz. Mężczyzna układał sobie związek z moją przyjaciółką za moimi plecami.

Kiedy wszystko wyszło na jaw, nie mogłam w to uwierzyć. No jak to możliwe, że dwie najbliższe osoby zdradziły mnie? W ogóle nie wierzyłam, że Daszka byłaby zdolna do skłaniania cudzego męża do łóżka. Ale fakty mówiły same za siebie.

Paweł sam mi wszystko opowiedział i przyznał, że od dawna mnie nie kocha. Milczał, bo nie chciał zostawić mnie z dwójką dzieci. Chciał poczekać, aż trochę podrosną.

Po tym długo dochodziłam do siebie. Wydawało mi się, że to wszystko to koszmar. Jednak musieliśmy pogodzić się z rzeczywistością, bo nie było czasu na wychowywanie pielęgniarek i rezygnację.

Dzieci od razu zauważyły zmiany. Córka jako pierwsza zapytała, dlaczego tata nie przychodzi do domu wieczorem. Nadal nie wiem, jak im wszystko wytłumaczyć. Bardzo boję się podać im niewłaściwe informacje, bo mogę im zrobić krzywdę psychiczną. Ponadto, nie chcę, żeby nienawidziły ojca tak jak ja. On ich nie zdradził.

Sądząc po stronie byłego męża, on i Daszka mają bogate i interesujące życie. Randki, prezenty, podróże, romantyzm – wszystko w porządku. My też mieliśmy to wszystko, dopóki dzieci się nie narodziły.

Teraz bardzo tego żałuję. Nie mam ochoty na proste życie. Gdyby nie dzieci, już dawno zrobiłabym coś głupiego, ale dla nich trzeba się trzymać. Jednak nie mogę wyjść z depresji. Zdecydowałam, że wyślę dzieci do ojca, żeby miałam czas dla siebie. Jeśli tego nie zrobię, mogę im zrobić krzywdę, bo po prostu nie potrafię już kontrolować swoich emocji.

Niech ta zakochana para przetestuje swoje uczucia na rodzicielstwie, bo mają je zbyt łatwo. Jeśli wcześniej chciałam chronić męża przed dziećmi, teraz pozwólcie mi cieszyć się w pełni czasem spędzonym z nimi. Czas, żeby myśleć o sobie i goić swoje rany.