— Tomek i Ania mają osobne budżety, czego nie chcesz? Spróbujmy! — nuci mężczyzna

Mój mąż obraził mnie, wszystko dlatego, że jestem przeciwna osobnemu budżetowi. Wysunął tę “genialną” ideę, bo uważa, że chcę go przekształcić w prostytutkę i zdobyć jego pieniądze. Jednak wcale tak nie jest.

— Tomek i Ania mają osobne budżety, czego nie chcesz? Spróbujmy! — nuci mężczyzna.

Zacznijmy od tego, że Tomka i Anię mają zupełnie inne relacje i styl życia. To jest dla nich wygodne, bo mają mieszkanie, za które muszą płacić tylko za media i niektóre większe zakupy. Ponadto, jedzą osobno, bo oboje są sportowcami. Tomek stale buduje masę mięśniową, podczas gdy Ania “odchudza się” i jest na diecie.

Mój mąż i ja lubimy jeść smaczne i urozmaicone potrawy. On ma nadal dwukrotnie większy apetyt. Może zjeść na raz dziesięć klopsików i pół kurczaka bez problemu. Mielibyśmy wystarczyło to na cały tydzień. Okazuje się, że będę karmić mojego męża na własny koszt, bo będziemy oszczędzać na jedzeniu. Gotowanie wciąż jest moją odpowiedzialnością.

Zaproponowałam mu, żeby jedli osobno, ale on się nie zgadza. Jakoby nie po to się ożenił, żeby wisieć przy kuchni. No, trzeba było to udowodnić!

Drugą kwestią jest sprzątanie. Oczywiście, mąż nie będzie sprzątał, ale trzeba kupić środki czystości. Zawsze kupuję drogie chemikalia, a mój mąż uważa, że zajmuję się reklamą i marketingiem.

I tu w ogóle stwierdził:

— Po co mam na to polegać, skoro tego nie używam? Moja matka używała mydła domowego do sprzątania całego mieszkania, nie miała tylu słoików. A on wciąż myje wannę sodą. Płyn do mycia naczyń kupuje w litrowym opakowaniu i po niskiej cenie!

Uważam, że nie ma sensu rozmawiać o proszku i innych detergentach. Mężczyzna ich nie używa. Więc uważa, że po prostu lubię marnować pieniądze.

Ponadto, jestem zdania, że osobny budżet w rodzinie jest bezcelowy. Przecież żyjemy razem, prawda? Po co nam dzielenie pieniędzy? Lepiej zarządzać budżetem racjonalnie i powoli oszczędzać dla siebie. Ponadto, nie żądam od męża, żeby oddał mi całą pensję do grosza.

Jednakże, wysłuchał Tomka i zdecydował, że też powinniśmy to praktykować. Ale jestem przeciwna. Jeśli nie będę kontrolować jego finansów, zacznie je marnować na lewo i prawo. Wiem, na co mój mąż jest zdolny.

W moim dzieciństwie zawsze to mama zarządzała budżetem, a tata miał swoje ukryte oszczędności. I uważam ten klasyczny podejście za najbardziej właściwe. Tak więc nawet jeśli można oszczędzać na wakacje, sprzęt AGD, samochody itp. To tak żyją wszystkie rodziny, a mąż wymyślił jakieś bzdury, żeby zapełnić sobie kieszenie.

Nawet jeśli się zgodzę, to co zrobię na urlopie macierzyńskim? Na czyj koszt będę jeść i przeżyć? Czy mąż potem wystawi mi rachunek i zmusi do zwrotu? Czy dziecko też można podzielić na pół?

On się obraża, marudzi, ale ja nie zamierzam się poddawać. Nie chcę go deptać po piętach, ale nie pozwolę mu prowadzić osobnego budżetu i bezmyślnie wydawać swoją pensję.