W wieku siedmiu lat Szymek trafił do domu dziecka, a jego rodzice spodziewali się, że za piętnaście lat on sam się na nich rzuci

W wieku siedmiu lat Szymek trafił do domu dziecka, mimo że jego rodzice byli wciąż przy życiu. Zrozumieli, że nie są w stanie utrzymać obojga dzieci, więc zdecydowali się oddać starszego syna. Był już niezależny, umiał się bronić i nauczył się życia bez rodzicielskiej miłości. Obiecali mu, że jeśli sytuacja się poprawi, na pewno go odzyskają.

Przez trzy lata regularnie odwiedzali syna, przynosili smakołyki i zabierali go do domu na święta. Jednak gdy chłopiec skończył dziesięć lat, rodzice przestali się pojawiać.

Na początku Szymek myślał, że stało się im coś złego. Ale nauczycielka powiedziała mu, że zostali przez nich zrezygnowani. Dla Szymka świat stanął na głowie. Zrozumiał, że może polegać tylko na sobie. Przemienił się z leniwego człowieka w pilnego, pracowitego ucznia. Wykorzystał wszystkie swoje siły, aby zdobyć upragnione miejsce na uniwersytecie, a potem zwrócić na siebie uwagę i zostać zatrudnionym.

Pracowity i zdeterminowany chłopak został zauważony w trzecim roku studiów. Jeden z nauczycieli miał własną firmę. Zaproponował Szymkowi pracę jako swojego głównego asystenta. Młody człowiek oczywiście się zgodził. Teraz wspiął się po szczeblach kariery do stanowiska zastępcy i planuje otworzyć własną firmę. Pozostaje mu tylko zgromadzić pieniądze.

Wkrótce rodzice dowiedzieli się, kim stał się ich syn. Postanowili go odnaleźć. W domu dziecka nauczyciele, którzy doskonale pamiętali Szymka, powiedzieli im, gdzie pracuje. W biurze wiedzieli też jego adres zamieszkania.

Stanęli przed drzwiami jego mieszkania, licząc na serdeczne powitanie. Powiedzieli, kim są, ale na twarzy chłopca nie pojawiła się żadna emocja. Milcząco zaprosił ich do środka i zaprowadził do kuchni.

Tam opowiedzieli o młodszym bracie, że wpadł w niewłaściwe towarzystwo i narobił dużo głupot. Teraz ma ogromne długi, które przypisuje rodzicom, i uciekł. Wierzyciele ich namierzają, żądają pieniędzy, grożą eksmisją z mieszkania.

Podkreślili, że jeśli syn pomoże, staną się znowu rodziną. Przez całą rozmowę nie drgnął ani jedien mięsień na twarzy chłopca. Milcząco wyjął portfel, policzył wymaganą sumę, podał ją rodzicom i chłodno powiedział im, że mają opuścić mieszkanie i nigdy więcej nie pojawiać się w jego życiu. Teraz to rodzice byli na kolanach i płakali, jak małe dziecko kiedyś porzucone w domu dziecka.

Oczekiwał, że pewnego dnia będzie musiał spotkać swoją rodzinę. Dopiero gdy został odrzucony, wszystkie uczucia zgasły.