Iwan poszedł grać z chłopcami w piłkę, a wrócił z poruszającym się workiem…

Ta historia wydarzyła się pod koniec lata. Były to ostatnie dni lata, słońce cieszyło swoim ciepłem. Po wykonaniu wszystkich obowiązków domowych wyszłam na ganek, usiadłam, aby trochę odpocząć po ciężkim dniu pracy. Starszy syn, wtedy miał 10 lat, usiadł obok mnie.

“Teraz będzie się żegnał, żeby pobiegać” – pomyślałam. I rzeczywiście, po chwili siedzenia Iwan powiedział:

Mamo, czy mogę pójść pobawić się z chłopcami, pograć w piłkę?
No dobrze, skończyliśmy wszystkie sprawy, uporaliśmy się z obowiązkami domowymi, idź.
Syn wziął piłkę i ruszył. Boisko, na którym miejscowe dzieci grały w piłkę, znajdowało się niedaleko. Minęło trochę czasu, gdy wrota w ogrodzenie się otworzyły. Cała gromada dzieci wpadła do nas, coś głośno omawiając w drodze. Trzech chłopców, w tym mój Iwan, niosło worek.

“Ciocia Nadia, znaleźliśmy… znaleźliśmy tam za polem obok sterty, tam ktoś piszczy, skrzeczy, ale nie możemy go rozwiązać” – mówili chłopcy na przemian.

I rzeczywiście, w worku ktoś leżał. Trzeba było się trochę nagimnastykować z sznurkiem, był mocno związany, zawiązany w kilka węzłów.

Ostatecznie otworzywszy worek, byłam w szoku, a o chłopcach nie wspominając. W worku był szczeniak, wyglądał na dwumiesięcznego. Chudy, to za mało powiedziane! Jedna głowa, kręgosłup, żebra i ogon… Najgorsze było to, że morda była przewiązana nylonowym sznurkiem lub czymś podobnym.

Po pewnym czasie chłopcy wyszli z osłupienia, nakarmili szczeniaka mlekiem. Długo dyskutowali, u kogo będzie mieszkał. Zostawili go u nas. Nadali mu imię – Grek! Nie wiem dlaczego…

A Grek wyrośnie na pięknego wiernego przyjaciela, doskonałego stróża i kochliwego psa!

Już trwa z nami trzeci rok…

PS Dzieci są mądrzejsze i wrażliwsze niż dorośli, a w pewnym sensie dojrzalsze od nas.