Mama poprosiła, żebym przywiozła do niej wnuka, żeby zobaczyć, jak on urosł. Przywiozłam jej zdjęcia dziecka

  • “Tęskniłam za wnukiem. Przywieźcie, chociaż zobaczę, jak on urosł!” – rozkazała mama.

Według jej logiki, powinnam byłam być podekscytowana i zacząć wyrażać swoją wdzięczność, bijąc się w piersi i mówiąc: “dobrodziejko, wybawczyni, dziękuję Ci! Jakbyśmy bez Ciebie żyli?”

Ale rzeczywistość była bardzo odległa od oczekiwań mamy.

Przez całe sześć lat życia Darka taki telefon odezwał się trzeci raz. Pierwszy raz wnuczek był ubrany w swoje najlepsze ubranie – no tak, babcia go zaprosiła!

Mamie wystarczyło pięć minut. Darek wykrztusił się na jej jedwabną szlafroczkę, od razu po tym czynie popadając w niełaskę.

  • “Fuj, co to jest? Tak kochasz babcię?” – spytała patrząc na Darka i zdecydowanie oznajmiła mi: “Nie, nie, niech będzie starszy – przywozicie! A teraz muszę iść. Zupełnie zapomniałam, że umówiłam się z przyjaciółką.”

Drugi raz Darko miał zaszczyt stanąć przed oczami babci w wieku czterech lat. Tak-tak, prawie cztery lata Darka nie interesowały, mimo że mama mieszka cztery przystanki od nas.

  • “Zabiorę go na cały dzień! Przygotujcie mu tam wszystko!” – poprosiła mama.

Jeden szczegół: to był dzień roboczy. My z mężem mieliśmy pracę, a Darko uczęszczał do przedszkola.

  • “Rano przywieźcie go do mnie” – nie ustąpiła mama.

Zamiast iść do przedszkola, Darko pojechał do babci. Mama krótko mnie pouczyła, a ja uciekłam do pracy, obiecując odebrać dziecko o siódmej wieczorem.

Mama zadzwoniła o jedenastej: skarżyła się na babcię, teraz muszę natychmiast przyjechać i pozbawić ją towarzystwa Darka. Bo chłopak zrobił coś niedobrego: przekładał ziemię z doniczki z aloesem do kuwety dla kota. Niewychowanego wnuczka mama nie chce.

  • “Mamo, jestem w pracy! Teraz nie mogę przyjechać.”

Wtedy mama powiedziała, że teraz odejdzie i zostawi Darka samego. A jeśli z nim coś się stanie, to będę winna ja – nie przyjechałam.

Musiałam błagać szefa.

Ustawiłam się z obietnicą dla szefowej na godzinę: odebrałam syna, odwiozłam go do domu, zostawiłam z sąsiadką i wróciłam do pracy. Co za przygoda.

I oto znów dzwonek:

  • “Tęskniłam za wnukiem. Przywieźcie, chociaż zobaczę, jak on urosł!” – rozkazała mama.
  • “Zobaczysz, nie martw się” – zgodziłam się.
  • “O szóstej czekam.”
  • “Dobrze.”

Do szóstej wieczorem było półtorej godziny. Miałam czas zadzwonić i umówić się z właścicielką małego sklepu z artykułami papierniczymi, mieszczącego się na parterze naszego budynku, i przesłać jej na pocztę elektroniczną świeże zdjęcia Darka. I w ciągu dwudziestu minut zdjęcia zostały wydrukowane i czekały na mnie.

Mama chciała zobaczyć wnuka? Zobaczy. Nie zamierzałam biegać tam i z powrotem, jednocześnie oczekując jej telefonu z żądaniem odebrania dziecka. Znam mamę, i tak by to było.

Przekazałam mamie stos zdjęć: Darko na karuzeli, Darko na koniku, Darko w zoo…

  • “Co to jest?”
  • “Przecież chciałaś zobaczyć, jak on urosł. Spójrz!”

Mama obraziła się. Ja, niewdzięczna taka, przegapiłam okazję, żeby zająć się swoimi sprawami. Nie doceniłam jej szczerego impulsu. Obraziłam ją żartobliwymi zdjęciami.

  • “Już więcej nie będę dzwonić!” – takimi słowami wystawiła mnie za drzwi.

Przestraszyłam się. Czy wiele stracę? A Darko? Nie.