Maria wróciła do domu cztery dni wcześniej i przyłapała męża na gorącym uczynku. Nie miała pojęcia, że zdradzał ją przez te wszystkie lata

Andrzej siedział skromnie na taborecie i wyglądał jak kociak, którego właściciele właśnie odczytują za zrobienie czegoś złego. Siedział z rękami na kolanach, a jego żona Maria chodziła po kuchni.

– Jak mogłeś to zrobić? – zapytała groźnie Maria, wskazując palcem na talerz z pieczonym mięsem, obok którego stała jeszcze gorąca szarlotka.

Andrzej przełknął ślinę, westchnął i opuścił głowę jeszcze niżej. Nie miał co powiedzieć, został złapany na gorącym uczynku, dosłownie.

– Oszukiwałeś mnie przez osiem lat naszej znajomości i przez pięć lat naszego małżeństwa!

Maria westchnęła gorzko, po czym podeszła do szarlotki i ukroiła sobie spory kawałek. Andrzejowi znów zakręciło się w ustach.

Maria wzięła duży kęs i zaczęła go intensywnie przeżuwać, nie przestając świdrować męża ciężkim spojrzeniem. Andrzej ponownie westchnął i zaczął przyglądać się swoim kapciom.

Usilnie starał się oddalić od siebie myśli o świeżo ugotowanym barszczu w garnku na kuchence, pieczonym mięsie i szarlotki, które wywoływało u niego ślinotok.

Podczas gdy Andrzej trzymał siebie w rękach, Maria zjadła kawałek szarlotki i właśnie rozważała ukrojenie sobie kolejnego.

– Ile lat zamierzałeś mnie okłamywać?

– Nie okłamałem cię, po prostu tak się złożyło, że nie wiedziałeś. I kogo to zraniło? A teraz wiesz i kto czuje się lepiej?

– A twoja mama musiała o wszystkim wiedzieć! Musiała się ze mnie śmiać, że żyję jak ślepe kaczątko i nie widzę prawdy – powiedziała Maria.

– Mama się nie śmiała, w ogóle się nie śmiała…. – Andrzej zaczął się usprawiedliwiać, ale zdał sobie sprawę, że tylko bardziej się pogrąża i postanowił ponownie zamknąć usta.

– Nie śmiała się, ale wiedziała… Bardzo ciekawe – powiedziała Maria bardzo łagodnym głosem, obracając nóż w dłoniach.

Gwałtownie odwróciła się i podeszła do stołu, który wciąż pachniał pieczonym mięsem. Odkroiła jeden kawałek, zjadła go, a następnie zaczęła chodzić po pokoju.

Andrzej z niepokojem śledził jej ruchy. Kobieta, która biega po pokoju jak tygrys bengalski, trzymając w jednej ręce nóż, a w drugiej widelec.

– Zamierzasz dalej kłamać, że tego wszystkiego nie ugotowałeś? Znowu mi powiesz, że twoja mama przyszła i przyniosła jedzenie? A ten spalony omlet na początku naszego rodzinnego życia – zrobiłeś to specjalnie, prawda?

Maria szybko podeszła do męża, grożąc mu widelcem. Andrzej spuścił ponuro głowę. Został przyłapany na gorącym uczynku, gdy już wyjął mięso z piekarnika. Barszcz był już na kuchence.

Żona weszła do kuchni bezszelestnie, a raczej Andrzej jej nie usłyszał, ponieważ oglądał telewizję.

“Ty… Miałaś wrócić za cztery dni” – powiedział zdezorientowany Andrzej.

Obierki z warzyw, góra naczyń w zlewie, ręce czerwone od buraków, a na spodniach ślady ciasta. Było jasne, że to Andrzej, a nie jego matka, gotuje. Chciał przecież zachować swoje umiejętności w tajemnicy.

Przez tyle lat skrywał głęboko w sercu tajemnicę, że potrafi dobrze gotować. Chciał zachować to w tajemnicy, ale kiedy żona wyjechała w delegację, rozluźnił się i chętnie stanął przy kuchence.

Kilka razy przekroczył granicę i myślał, że jego żona wszystko zrozumiała i go rozgryzła, ale wszystko poszło dobrze. Ale tym razem się nie udało, było zbyt wiele dowodów.

Maria skrzyżowała ręce na piersi i zaśmiała się do swoich myśli. Jej uśmiech nie wróżył Andrzejowi nic dobrego.