Mąż zadecydował za mnie o wszystkim i zabrał dziecko do schroniska

Chłopiec był sierotą. Przystojny i inteligentny, ale z problemami zdrowotnymi. Nie miał prawie żadnych szans na adopcję, ponieważ potencjalni rodzice wybierali zdrowe dzieci. Nawet w wieku 5 lat uważano go za wyjątkowego, ponieważ małe dzieci były bardziej preferowane do adopcji.

Mój mąż i ja zabraliśmy go tylko na odwiedziny. Jako dorośli z własnymi dziećmi, którzy od dawna wychowywali potomstwo, nagle znaleźliśmy się na nowym początku. Chłopiec machał ogonem i bełkotał, a między nim a Igorem zawiązała się bardzo silna więź.

Podążał za nim wszędzie. I przyznam, że zaczęłam myśleć, że go wcale nie kocham. Nic nie czułam do Igora. Chociaż to ja zainicjowałam wizytę w schronisku. Tak działają kobiece logika.

Zaczęłam płakać do męża, mówiąc, że to był błąd. Może powinniśmy go oddać, skoro tak się przyzwyczaił – pomyślałam. Mąż mnie uspokoił, uważając, że przesadzam, ale pomimo to zabrał go z powrotem.

Zbierając wszystkie zabawki, ubrania i wózek, wróciliśmy do domu w złym nastroju. Mąż nawet nie chciał ze mną rozmawiać. Okazało się, że Ihorczyk nawet nie chciał wysiąść z samochodu, cofnął się do tyłu i tyle. Ale mąż zabrał go z powrotem.

Minęły dwa dni. Trzeciego dnia zaczęliśmy dzwonić i pytać, jak się czuje Ihorczyk. Niania odpowiedziała, że płacze za tatą i nie pozwoliła mu nawet rozpakować torby.

“Rób jak chcesz, ale ja idę odebrać syna” – powiedział mąż i uciekł.

Teraz oczywiście wszystko jest w porządku. Udało mi się pokochać mojego syna, stał się częścią naszej rodziny. Jest inteligentny, przystojny i bardzo przypomina swojego ojca. Bardziej jest przywiązany do męża, ale również dzieli nas specjalna więź. To przybrane dziecko wprowadziło więcej kolorów do naszego życia – po prostu staliśmy się młodsi.

Czasami obawiam się, że zapamiętam wszystko, bo czuję się jak zdrajca. Dlatego postanowiłam podzielić się swoją historią z Wami.