Mężczyzna twierdził, że płacił wysokie alimenty, ale w rzeczywistości potajemnie przekazywał część swojej pensji matce, aby ukryć pieniądze

Z obrzydzeniem myślę o sytuacji, jaka miała miejsce w mojej rodzinie. Mój mąż otwarcie kłamał, że płaci alimenty swojej byłej żonie, a tak naprawdę ukrywał część swoich zarobków przeze mnie.

Wiedziałam, że miał dziecko z kobietą, z którą nie był żonaty. Dziecko nie było na niego zameldowane, ponieważ matka dziecka zdecydowała, że lepiej będzie, jeśli wszystko zostanie zorganizowane tak, jakby wychowywała je sama. Jednak według mojego męża, płacił on alimenty na dziecko, a kwota była całkiem znacząca.

– Czuję się zawstydzony, że dziecko dorasta bez ojca. – westchnął mąż z poczuciem winy.

Trzy tysiące złotych miesięcznie z jego pensji były regularne. Czasami, jak mówił, były potrzebne dodatkowe wydatki, jeśli dziecko było chore lub planowana była podróż.

Oczywiście, nie byłam zadowolona z takiego układu, ale co można było zrobić? To dziecko, nie jest winne temu, że rodzice się nie dogadują. A matka nie powinna samotnie wszystkiego dźwigać.

Sama dobrze zarabiam i zostaje mi trochę pieniędzy z pensji męża. Zamieszkaliśmy w jego mieszkaniu, ale mój wkład w budżet rodzinny, biorąc pod uwagę alimenty męża, był większy.

Nie kłóciliśmy się o pieniądze, starczyło nam na życie, ale planowaliśmy wspólne mieszkanie i dzieci. Jednak jak możemy mieć dzieci, jeśli ojciec płaci tak wysokie alimenty? Mój mąż ciągle obiecywał, że jakoś to rozwiąże, ale nie odważył się tego zrobić. Nie mógł znaleźć lepiej płatnej pracy, a jego obecne zarobki były już bardzo dobre jak na nasze miasto.

Płacić mniejsze alimenty? To też nie działa, bo to dziecko, oszczędzanie na nim przez męża jest niestosowne, a my raczej nie głodujemy. Nie naciskałam na męża zbyt mocno, to była delikatna sprawa.

Moja teściowa regularnie mnie za to chwaliła, ciesząc się, że jej syn ożenił się z tak wyrozumiałą dziewczyną, a nie taką, która stawiałaby pieniądze na pierwszym miejscu.

– Musisz być cierpliwy, to przecież dziecko. Zobaczysz, będzie łatwiej. A ja oszczędzę i kupię ci samochód, przynajmniej w ten sposób mogę ci pomóc” – teściowa głaskała mnie po dłoni, patrząc mi w oczy.

To nie była pierwsza rozmowa o samochodzie. W rzeczywistości okazało się, że teściowa kupuje samochód dla siebie, a ja i mój mąż będziemy mogli z niego korzystać.

Generalnie wszystko toczyło się jak zwykle i nie wiadomo jak długo jeszcze wierzyłabym w tę bajkę, ale przypadek pomógł. Nasze miasto jest małe i wszyscy znają się przez znajomych. Niespodziewanie na urodzinach kolegi poznałem dziewczynę, która okazała się być matką mojego męża. Spotkaliśmy się przypadkiem, ale nasza rozmowa była bardzo interesująca.

“A jak on się sprawuje? Czy jest nadal tak skąpy?” – dziewczyna spojrzała na mnie współczująco.

Byłam bardzo oburzona tymi słowami. Co miesiąc dostaje trzy tysiące od mojego męża i jeszcze śmie narzekać. Powiedziałam jej o tym.

Dziewczyna najpierw przewróciła oczami, a potem się roześmiała. A kiedy się roześmiała, opowiedziała mi, co naprawdę się wydarzyło.

Dowiedziała się, że jest w ciąży, gdy już zakończyli swoją relację. Mój mąż dowiedział się o tym i próbował naprawić sytuację, ale dziewczyna nie była zainteresowana.

Wtedy ojciec dziecka zagroził, że jeśli ona nie wróci, to on nie pomoże jej finansowo. Dziewczyna urodziła dziecko, zarejestrowała się jako samotna matka i nadała mu nazwisko ojca.

Mój mąż dowiedział się o tym i przestał utrzymywać jakąkolwiek komunikację i interesować się życiem dziecka i matki. Oczywiście nie było mowy o żadnych alimentach.

– Więc dowiedz się, gdzie poszły pieniądze – poradziła dziewczyna, a ja posłuchałem jej rady.

Nie budowałam żadnych skomplikowanych schematów, po prostu powiedziałam mężowi, że wszystko wiem, że nie płacił żadnych alimentów, więc pytanie brzmiało, gdzie są pieniądze. Trzy tysiące miesięcznie to bardzo przyzwoita kwota i chciałam wiedzieć, gdzie się podziała.

Po długiej awanturze mój mąż w końcu przyznał, że zabrał pieniądze mojej matce, a ona wpłaciła je na swoje konto, żeby “mieć własne zabezpieczenie”.

Czyli całą pensję przynosiłem do rodziny, a mąż gromadził sobie rezerwę. Teraz rozumiem hojność teściowej – mąż chciał kupić samochód, ale w taki sposób, żebym w przypadku rozwodu nie miała do niego żadnych praw.

– No co ja takiego strasznego zrobiłem? – usprawiedliwiał się mąż, ale nie potrzebowałam od niego wyjaśnień.

Wyprowadziłam się już z domu, nadal mieszkam z rodzicami, a wkrótce wynajmę mieszkanie. Złożyłam pozew o rozwód. Nie potrzebuję takiej relacji rodzinnej, nie chcę mieć dziecka z taką osobą.