Mężczyzna zarabia pieniądze, a żona zapewnia całe utrzymanie domowe. W niedzielę Agnieszka zostawiła przyjaciółki i rzuciła się gotować mężowi poranną kawę…

W naszym podwórku zdarzyła się sytuacja, która zmusiła mnie do zastanowienia. Czy niektóre kobiety są stworzone, aby służyć mężczyźnie? Czy za materialne dobra należy odpłacać w ten sposób? Opowiadam, jak to było.

  • W niedzielę rano spacerowaliśmy z dziećmi w naszym podwórku – opowiada znajoma. – Nagle zadzwonił telefon Agnieszki! Jej mąż obudził się i zapytał, co może zjeść. A ona, wyobraź sobie, od razu się zrywa, zbiera wszystkie łopatki, hulajnogi, zabiera dziecko z zabawy i pędzi do domu – nalewa kawy mężowi i podaje serniki! Sam nie potrafi sobie nakładać jedzenia do talerza…

… Agnieszka zawsze miała konserwatywne poglądy. I jej mąż jest taki sam. Ktoś z dezaprobatą mówi – domatorki. Ale Agnieszka zawsze szukała właśnie takiego mężczyzny. Teraz jest “mężatką”: za mężem – jak za kamiennym murem.

Podział ról w ich rodzinie jest tradycyjny: Agnieszka zajmuje się domem i dzieckiem, nie pracuje, chociaż syn ma już sześć lat, i nie zamierza pracować.

Rodzinę utrzymuje mąż, i w sprawach materialnych Agnieszka przyzwyczaiła się całkowicie polegać na mężu: pieniądze nie są jej głową. Jeśli czegoś potrzebuje, po prostu mówi mężowi, ile.

Mąż praktycznie nigdy nie odmawia. Z drugiej strony, Agnieszka też nie prosi o nic zbędnego. Tylko to, co jest naprawdę potrzebne.

Oczywiście, mężczyzna musi dużo pracować, a całe utrzymanie spoczywa na Agnieszce. Ona gotuje, sprząta, opiekuje się dzieckiem. Mąż w sprawach domowych nie wnika w ogóle, aż do tego stopnia, że nawet nie wie, gdzie znaleźć czyste skarpety i bieliznę.

Jedyne, co robi w domu, to trochę rozmawia z synem po pracy, jeśli mu się uda wrócić wcześniej.

Dziwnym zbiegiem okoliczności, przyjaciółki Agnieszki – przeważnie mamy, z którymi od kilku lat chodzą razem na place zabaw i zajęcia dzieci – patrzą na nią z jakimś współczuciem. Chociaż w wielu z nich sytuacja w zasadzie jest taka sama – żyją na utrzymaniu męża z dziećmi.

Przy tym nie widzą potrzeby, na przykład, wstawać rano i przygotowywać mężowi śniadanie – jak to, przecież sam sobie nie zrobi kanapki i kawy? A Agnieszka wstaje każdego ranka, przygotowuje śniadanie, budzi męża, pomaga mu się ogarnąć, wiąże krawat, odprowadza do pracy.

Ale przecież dlatego istnieje rodzina, żeby troszczyć się o siebie nawzajem, prawda?

W niedzielę Agnieszka zawsze rano pozwala mężowi przespać się, cicho karmi syna śniadaniem w kuchni i wychodzi na podwórko. Tak też było tym razem. Przy wejściu zebrała się grupka znajomych – kilka mam, dzieci w wieku 5-7 lat.

Dzieci dobrze się bawiły, mamy rozmawiały. I tu telefon od męża z pytaniem, co na śniadanie. Agnieszka wzięła syna i poszła do domu – nakryła stół, zaparzyła kawę. Syn poprosił się do przyjaciół, i Agnieszka po 10-15 minutach wróciła na podwórko.

I od razu zrozumiała, że przez cały ten czas, gdy jej nie było, “przyjaciółki” tylko o tym rozmawiały, jakby ją obrażając.

No przecież w ogóle żadne wrota – król się obudził, kliknął palcami, a ona wszystko zostawiła i poszła nalewać mu kawy! Jak służka dzwoni na dzwoneczek! I jeszcze gorzej. Dobrze, że sama pobiegła, ale czy trzeba było zerwać dziecko, on też nie chciał iść, tak dobrze bawił się z kolegami.

I tylko po to, żeby nalać kawy do filiżanki i podać serniki pod nos? A samemu co, nie poradzi sobie z tym zadaniem? Fuj! Co to za rodzina, co za mąż, co za brak szacunku do żony!

  • Nie można się tak do siebie stosować! – zaatakowały przyjaciółki. – Rozpieszczasz go i już postawiłeś na swojej głowie! Chociaż raz zaproponuj mu, żeby sam zjadł! Na pewno się nie złamie.
  • Ale mi to wcale nie przeszkadza! – tłumaczyła się Agnieszka. – Przecież on naprawdę nie umie robić serników!
  • Nie umie – niech je kanapki! – ripostowały przyjaciółki. – Sprawa wcale nie polega na tym, że ci ciężko, sprawa polega na jego stosunku do ciebie, rozumiesz? On olewa, że jesteś zajęta, jego wysokość pragnie jeść … Oto w naszej rodzinie to jest nie do pomyślenia. Mój mąż rano wychodzi cicho, żeby mnie nie obudzić … A twój – myśli tylko o sobie …

Wychodzi na to, że w weekend mógłby sam wstać i przygotować jej niespodziankę. Ale on nawet o tym nie myśli…

Agnes nie dostrzega niczego szczególnego w tej sytuacji, opiekuje się mężem sprawia jej nawet przyjemność. Ale może z zewnątrz widać więcej, a sytuacja naprawdę niepokoi?