Niespodzianka dla męża. Być może ktoś może mnie skrytykować za takie metody, ale uważam, że jako kobieta mam rację w swoim działaniu

Równość jest ważna i udało mi się to znów udowodnić niewiernemu mężowi. Wszystko zaczęło się banalnie, nie warto o tym opowiadać.

Najpierw zaczęłam zauważać, jak Rafał zatrzymuje się w pracy, cały czas kręci telefonem w rękach. Potem zaczął odbierać telefony na balkonie. Ogólnie to standardowe rzeczy.

Ale to, co stało się potem, wciąż mnie cieszy, mimo że minęło już wiele lat. Napięta atmosfera narastała i czułam, że oto zaraz musi się stać ta sama, główna rozmowa.

I stało się tak, jak teraz pamiętam, w sobotni wieczór. Paweł chodził długo, kręcił się po mieszkaniu, a potem wreszcie ogłosił…

  • Olu, w skrócie… porozmawiajmy.
  • Skróć to – wzruszyłam ramionami – Chociaż i tak wszystko już rozumiem.
  • No to tym lepiej… – westchnął ciężko – No to ustalmy wszystko od razu. Jestem poważnie nastawiony.
  • Ja od dawna jestem gotowa – skinęłam głową – Jak, tymczasowo wyjeżdżasz czy na zawsze? Z rozwodem?
  • Z rozwodem – usiadł obok, odpowiedział Paweł.

Dobrze, w takim razie teraz zbieram rzeczy dla Michała (to nasz syn), a ty możesz iść.

Tu trzeba było zobaczyć jego twarz…

Powoli odwrócił się do mnie, spojrzał i powiedział.

  • Co masz na myśli, że zbierzesz rzeczy dla Michała?!
  • Dosłownie – odpowiedziałam tak, jakby nic się nie stało – Kochanie zostaje ze mną, a Michała zabierasz ze sobą. Na pewno potrzebuje ojca. Przecież jesteś dobrym tatą, prawda?
  • Eeee… – ledwo mógł powiedzieć – Przecież dzieci zazwyczaj zostają z matką. Czy w ogóle masz sumienie? Jak mogłem tak długo z tobą żyć? – złapał się za głowę.
  • Co w tym takiego? Dlaczego ja mam wychowywać dwoje dzieci, a ty się bawić ze swoją kochanką? Przecież tam poszedłeś budować rodzinę, nie? No, obliczaj, dziecko już u was będzie! Połowa sprawy załatwiona!
  • Co ty w ogóle gadasz?!

Paweł wstał z kanapy i zaczął dzwonić do kochanki.

  • Wyobraź sobie! Mówi w telefonie – Ona mówi, żebym zabrał syna! Czy to już koniec?!

Siedzę na kanapie i się śmieję. Czekam, jak to się skończy.

W skrócie pokłócili się przez telefon, potem pojechał do niej, pewnie usiłował namówić ją na wychowywanie naszego syna.

Ale ona mu odmówiła. Wrócił ponury, próbował się zgodzić ze mną.

Ale teraz naprawdę nie potrzebuję go. A oddanie syna jemu nie wchodziło w grę.

Niech idzie gdzie chce. Wszystko jedno.