Poznałam przystojnego i odnoszącego sukcesy biznesmena na portalu randkowym. Ale kiedy przyjechał do mnie taksówką, poczułam, że coś jest nie tak

Sześć miesięcy temu poznałam faceta. Szczerze przyznaję, że poznaliśmy się przez internet. No bo gdzie indziej w dzisiejszych czasach można poznać ludzi? Ogólnie rzecz biorąc, nie mam zbyt wiele wolnego czasu. Krótko mówiąc, rozmawialiśmy przez chwilę na portalu randkowym. Potem spotkaliśmy się w prawdziwym życiu. Okazał się normalnym facetem, pozornie odpowiednim. Po pierwszej randce mieliśmy drugą i trzecią.

Andrzej ma trzydzieści dwa lata. Powiedział mi, że ma własną firmę, więc nie musi codziennie chodzić do pracy według grafiku.

Ja mam na imię Anna. I też nie jestem biedna. Mam własne mieszkanie.
A moja praca nie jest zła. Moja pensja wystarcza na życie. Oczywiście nie żyję w luksusie, ale to wystarcza.

Andrzej wygląda reprezentacyjnie. Jest stylowo i drogo ubrany. Pachnie drogimi, przyjemnymi perfumami. Ogólnie wrażenie jest bardzo dobre. Była tylko jedna wada. Zawsze jeździliśmy taksówką. Ale tutaj wszystko mi wyjaśniono.

Andrzej ma samochód i to nie jeden. Według niego ma ich trzy. Ale prawo jazdy zabrano mu kilka miesięcy przed naszym spotkaniem.

Na początku było mi trochę niezręcznie zapraszać Andrzeja do siebie. Wydawało mi się, że człowiek sukcesu nie jest przyzwyczajony do takiego stylu życia jak mój. Nie chodzi o to, że oszczędzam na jedzeniu, po prostu niewiele potrzebuję.

Gotuję sobie zupę i jem ją przez dwa dni. A tłuczone ziemniaki z kotletem? To najpyszniejsza rzecz, jaką można zjeść! Nie miałam pojęcia, co biznesmeni powinni jeść. Ale Andrzej okazał się wyluzowanym facetem.

Z czasem nasze relacje się zacieśniły. Pewnego dnia zapytałam Andrzeja, kiedy odzyska swoje prawo jazdy. Nie, o co tyle hałasu? Może jestem po prostu ciekawską osobą! Może nigdy nie widziałam mężczyzny, który ma trzy samochody! Chcę jeździć każdym na zmianę.

Wtedy Andrzej się przełamał. Przewrócił oczami i zaczął mi mówić nauczycielskim tonem, że “jestem taką samą merkantylna osoba jak wszystkie kobiety”.

Potem Andrzej powiedział mi, że nie jest biznesmenem. Powiedział mi to celowo, aby sprawdzić moją uczciwość. Podobno wszystkie kobiety, z którymi się spotykał, były zainteresowane tylko materialnym aspektem. Ale nikt nie jest zainteresowany duchowym światem Andrzeja.

Nie ma samochodu ani mieszkania. Mieszka z rodzicami i pracuje za pensję. A jego pensja była prawie taka sama jak moja.

I nie ukrywam, że chciałabym mężczyznę z wyższymi dochodami niż ja. Myślę, że wygodnie byłoby, gdyby miał też jakiś majątek. W końcu mam własne mieszkanie.

Ale Andrzej nie potrafił zrozumieć moich argumentów. Byłam tylko kolejną złym kobietą w jego życiu. A to, że chciałam związku z dojrzałym mężczyzną, w ogóle mu nie przeszkadzało. A przynajmniej uczciwego związku, bez kłamstw od pierwszej randki.

Gdy to powiedziałam, Andrzej zaczął mnie obrażać. Odwrócił wszystko tak, że stałam się “łowczynią bogatych tatusiów”. Pokłóciliśmy się bardzo poważnie. Wyrzuciłam tego “biznesmena” z mieszkania.

Byłem wściekły jak pies przez dwa dni. Żal mi było miesięcy życia spędzonych z takim podłym człowiekiem. Cóż, w przyszłości będę bardziej ostrożna przy wyborze partnerów na portalach randkowych.