Przypadkiem dowiedziałam się, że mój mąż przypisuje sobie wszystkie moje osiągnięcia, w tym materialne, a wszystko po to, by pochwalić się przed znajomymi. Oni są tacy jak on, próżniacy

Mój mąż nie dąży do sukcesu, ale raczej rzuca kurz w oczy kolegów i domaga się szacunku.

-Jesteś twardą dziewczyną. – powtarzali mi rodzice, odkąd byłam małą dziewczynką. I to była prawda. Zawsze wiedziałam, czego chcę i jakie wysiłki muszę podjąć, aby to osiągnąć.

Kłopoty i trudności nigdy mnie nie przerażały. Oczywiście, zdarzały się porażki. Ale wiem, że po upadku następuje wzrost i nigdy się nie poddaję.

Z moim mężem, Andrzejem, rozumiemy się niemal doskonale. On oczywiście nie jest tak zdeterminowany jak ja. Ale nie narzekam. Pozwól mi być człowiekiem sukcesu i osobą, która prowadzi. W końcu najważniejsze w związku jest wzajemne zrozumienie, a nie ilość pieniędzy.

Całkowicie sobie ufamy. Mogę bezpiecznie dać mojemu mężowi mój telefon i zabrać jego urządzenie w ten sam sposób. Na naszych gadżetach nie ma haseł, nie mamy nic do ukrycia.

Ostatnio przeglądałam telefon Andrzeja. Od razu muszę powiedzieć, że to on sam mnie o to poprosił. Po prostu miał pełne ręce roboty i poprosił mnie o otwarcie wiadomości.

Znalazłam potrzebne informacje, ale moją uwagę przykuł jeden z dialogów Andrzeja ze znajomymi. W tej korespondencji mężczyzna gorączkowo chwalił się swoimi planami na życie. Pisał, że chce rozwinąć swój biznes i myśli o otwarciu nowego zakładu produkcyjnego. Twierdził, że już kupuje sprzęt.

Powiedział, że niedawno zmienił samochód, przeprowadził luksusowy remont w zupełnie nowym mieszkaniu i podróżował do kilku krajów.

Znajomi, będąc pod wrażeniem jego wspaniałego życia, cmokali z zachwytu, prosząc o rady i zastanawiając się, jak Andrzejowi udaje się to wszystko robić. Mężczyzna tonem guru udzielał swoim przyjaciołom rad i zalecał, aby nie siedzieli i nie czekali na pogodę nad morzem.

“Chłopaki, wszystko jest bardzo proste. Pracujcie jak ja, dwanaście godzin dziennie. I wszystko się ułoży” – napisał mężczyzna na czacie.

To jest to! I nawet nie wiedziałam, że mieszkam z geniuszem biznesu, który był gotowy uczyć stadiony ludzi.

To wszystko jest bardzo fajne, a mój mąż w ogóle nie okłamał swoich znajomych. Był jednak jeden problem. Nie pisał o swoim biznesie, tylko o moim, który rozkręciłam jeszcze przed ślubem. Samochód i mieszkanie kupiłam za własne pieniądze i to na długo przed ślubem.

Okazało się, że Andrzej chwalił się moimi i tylko moimi osiągnięciami znajomym. Po prostu nie mógł fizycznie przyłożyć ręki do żadnego z powyższych. Nie było go wtedy ze mną. Poczułam się trochę urażona.

Nie, nie mam nic przeciwko dzieleniu się i naprawdę nie skąpię mojemu mężowi. Jest zaangażowany w mój biznes. Oczywiście nie jako pełnoprawny partner. Słucham nawet jego opinii, ale zazwyczaj nie daje mi nic szczególnie mądrego.

Rzecz w tym, że Andrzej jest bardzo leniwą osobą. Od kilku miesięcy nie pracuje jak należy. Przerywa sobie sporadycznymi zarobkami w Internecie, przynosząc grosze do wspólnej puli.

Nie biorę ich nawet pod uwagę w rodzinnym budżecie. Nie myślcie, że gnębię męża. Owszem, mieliśmy kilka kłótni o pieniądze. Byłam zła, domagałam się, żeby znalazł dobrą pracę i zarabiał tyle, co ja. Ale bardzo trudno jest ściągnąć Andrzeja z kanapy. Więc po prostu splunęłam i odpuściłam. Mogę zarabiać pieniądze dla nas obojga.

Ale żeby chwalić się moimi osiągnięciami i podawać je za swoje? To jest coś, co przekracza wszelkie granice.

Więc okazuje się, że status jest nadal ważny dla mężczyzny, jeśli kłamie i nie rumieni się? Wyobrażam sobie, co myślą o mnie jego przyjaciele. Pewnie uważają mnie za głupią kurę, która przyszła na gotowe.

– Andrzej, dlaczego mówisz znajomym, że masz firmę i fajny samochód? Kupiłam to wszystko zanim się poznaliśmy – zadałam mężowi rozsądne pytanie.

Krzyknął i powiedział, że to nie moja sprawa. I ogólnie powiedział, że czytanie cudzej korespondencji jest złe.

Nie udało nam się porozmawiać. Andrzej dąsał się i mówił, że może powiedzieć wszystko każdemu. Powiedział, że następnym razem napisze do swoich przyjaciół, że właśnie wrócił z Marsa.

Ten człowiek nawet nie rozumie, na czym polega jego wina. A ja nie rozumiem, jak dorosły mężczyzna może zachowywać się jak piątoklasista. Kłamie i się nie rumieni.

Czas przywrócić go do rzeczywistości. Niech zobaczy, że powinien być odpowiedzialny za swoje słowa.