Przyznaję, że mogłam sobie wyobrazić, że wszystko skończy się dokładnie tak, jak się skończyło, ponieważ mama zawsze była taka, ale z jakiegoś powodu myślałam, że w moim domu zachowa się bardziej powściągliwie. Choć skądże nagle ta myśl?

Przyjechała, rzuciła okiem i zaczęła przerabiać wszystko według swojego gustu, a potem jeszcze obraziła się, gdy nie doceniłam jej wysiłków. Mama zawsze wyróżniała się miłością do uporządkowania i systematyzacji. Dlatego zawsze zmuszała mnie do układania wszystkiego tak, jak uważała za słuszne, nawet jeśli było mi to niewygodne. Ona jest mamą, to dla niej lepiej widoczne – taka była jej argumentacja.

W soboty przeprowadzaliśmy generalne porządki, których nie mogłam znieść, ponieważ porządek, który sama ustawiałam w moim pokoju, lekką ręką mamy zmieniał się w łamigłówkę. Wszystko było układane na “odpowiednich miejscach”, przestawiane i przekładane według jej własnej logiki.

W ciągu całego mojego dzieciństwa w domu rodziców mój pokój był poddawany renowacjom czterokrotnie, a dwa z nich przypadły na mój świadomy wiek, a ja bardzo chciałam wziąć udział w wyborze tapet, mebli i firanek, ale mama tłumiła te próby w zarodku, wszystko decydując samodzielnie. A nasze gusta były bardzo różne.

Nawet w akademiku, w którym mieszkałam przez całe pięć lat studiów, było mi o wiele wygodniej niż w domu.

Z mamą nie mieszkam już ponad dziesięć lat. Teraz jestem zamężna i mamy z mężem swoje mieszkanie, gdzie wszystko zrobiliśmy według własnych życzeń. W tym domu czułam się pełnoprawną gospodynią, dopóki mama nie poprosiła się zamieszkać u nas, dopóki remont nie zostanie zrobiony w jej mieszkaniu. Wycisnęłam się i się zgodziłam.

Wszystko było zaplanowane, że mama zostanie u nas na miesiąc, a ekipa w tym czasie wykona kompletny remont. Przewidziałam, że to będzie trudny czas. Nawet po ślubie mama nadal mnie uczyła, jak wszystko powinno być w domu, ale było to łatwe do zniesienia, wystarczyło kiwać głową i obiecywać, że wszystko zrobię dokładnie tak. A teraz znalazła się w moim mieszkaniu.

Pierwsze kilka dni minęło zaskakująco spokojnie, teraz, jak rozumiem, mama po prostu obserwowała “pole bitwy”, a potem zaczęła działać. Przychodząc pewnego dnia z pracy, zrozumiałam, że wszystko na kuchni zostało przestawione w szafkach. Mama, widząc moją zdziwioną minę, w tonie mentora oznajmiła, że wreszcie wprowadziła porządek w moim bałaganie, ustawiając wszystko na swoje miejsca.

Zawyła od oburzenia, ponieważ wszystko było już w porządku. To, czym częściej korzystam, stało się bliższe, a rzeczy, których rzadziej potrzebuję, układam w dalszym kącie. Teraz wszystko stoi według rozmiaru, koloru, garnki z garnkami, patelnie z patelniami, nawet talerze przestawiła na iną stronę. Innymi słowy, zupełnie nie tak, jak było wygodnie.

Mama była przekonana o swojej słuszności, a na moje oburzenie, że to ona jest tylko gościem tutaj, odpowiedziała, że nie mogła patrzeć na ten bałagan. Powstrzymywałam się, aby się nie wybuchnąć i nic nie powiedziała.

Ale to były tylko pierwsze oznaki. Podczas dwóch tygodni pobytu, zdążyła zmienić firanki w kuchni, wyrzuciła naszą z łazienki i kupiła jakieś kiczowate, nakryła stół obłażącym pledem i akuratnie pomieszała wszystkie dokumenty męża, rozmieszczone w różnych stosach, położyła jakiś podniszczony koc na sofie.

My z mężem zaciskaliśmy zęby i naprzemiennie powstrzymywaliśmy się od nieostrożnych czynów. W drugą sobotę nasza cierpliwość pękła ostatecznie.

Pierwszą sobotę męża i mnie udało się bezproblemowo przeskoczyć, ponieważ byliśmy zaproszeni na wesele do przyjaciół i wróciliśmy dopiero w niedzielę wieczorem. Mama coś mamrotała o naszym wyuzdanym trybie życia, ale byliśmy tak zmęczeni, że nawet jej nie słuchaliśmy, poszliśmy się umyć i położyliśmy się spać.

A tu druga sobota zastała nas w domu. O ósmej rano obudził nas obrzydliwie bystry głos mamy, która oświadczyła, że przesypiamy całe życie, najwyższy czas wstać, zjeść śniadanie i zabrać się za sprzątanie. Próbowałam jej wyjaśnić, że to jest weekend, a my cały tydzień marzyliśmy o tym, żeby się wyspać, ale mama uważała, że ósma rano to już jest wypoczęcie.

Pójść do łazienki było ciężko, a mój mąż zbuntował się i okrył poduszką, próbując dalej spać jeszcze godzinę-dwie. Mama jednak włączyła radio i zaczęła hałasować z naczyniami. Trochę się przebudziłam, a mama już latała po mieszkaniu z ściereczką. Na to, że mój mąż próbuje spać, nie zwracała uwagi, nazywała nas leniwymi.

Zostawiono mi kawałek wilgotnej ściereczki i skierowano do wycierania kurzu. Przywiodło mi to wspomnienia z dzieciństwa. Właśnie wtedy wracałam ze szkoły i zaczynałam sprzątać. Leniwie wytrzepałam kurz, gdy usłyszałam głos mamy. Wezwała mnie do szafy, głośno wymownie wyrecytowała za bałagan, w trzy ruchy wszystko wywalając z szafy na podłogę i powiedziała, żebym ja poukładała rzeczy jak człowiek.

Wtedy mnie podłamało i wypadłam z równowagi. Sam nie pamiętam, co powiedziałam, ale moje krzyki wyrwały z nawet mojego męża z poduszki. Mama też nie milczała, mówiła, że jest mi za mnie wstyd, że przecież już jestem zamężna, a jako gospodynię mam przecież obowiązek, i tak w tym rodzaju. Ogólnie rzecz biorąc, po godzinie mąż zawiózł ją do hotelu, który dla niej wynajęliśmy.

Mnie męczyły wszystkie dni wolne. Mama napisała oschły sms, podziękowała mi za gościnę i powiedziała, że oczekuje przeprosin ode mnie.

Ja też oczekuję przeprosin od niej. To ona znowu wdepnęła, gdzie jej nie proszą, zaczęła ustawiać swoje porządki w obcym domu, a potem jeszcze się obraziła, że jej nie pozwalają tego robić, a otoczenie nie chce tańczyć wokół niej jak królik do jej komend. Mąż upiera się, że przesadziłam i powinnam pierwsza przeprosić matkę, ale z nim się nie zgadzam, on nie widzi pełnego obrazu. Przeproszę dopiero wtedy, gdy ona przeprosi mnie.