Same na morze, a ja mam wnuka na dwa tygodnie. Nie, nie jestem służącą, mam też swoje plany

Pięć lat temu moja córka Ania wyszła za mąż, a rok później urodził się jej syn Aleksy. Od razu postanowiłam, że będę pomagać. Chciałam, aby Ania miała więcej czasu na odpoczynek, dlatego wzięłam na siebie większość obowiązków domowych i czasami nawet karmienie wnuka.

Jednak Ania i jej mąż Anton nigdy nawet raz nie podziękowali mi za pomoc. Rozumiałam, że są młodzi i chcą się zrelaksować, ale wszystko ma swoje granice. Za każdym razem, gdy Ania i Anton chcieli gdzieś pójść, nie obchodziło ich, czy jestem wolna. Po prostu zostawiali Aleksya u mnie.

Córka po prostu dzwoniła i mówiła, że muszę odebrać wnuka ze żłobka, bo ona i zięć są zajęci. Takie telefony często zakłócały moje plany, ale przecież nie mogłam zostawić Aleksya na noc w żłobku!

Takie figle oczywiście mi się nie podobały, ale znosiłam je jak tylko mogłam. Ostatnią kroplą był telefon od córki, w którym poinformowała mnie o ich wyjeździe do Egiptu. Oczywiście, ucieszyłam się, bo taki wypoczynek na pewno dobrze wpłynie na Aleksya, ale córka spieszyła się wyjaśnić, że wyjeżdżają tylko ona i mąż. A mnie Ania proponuje siedzenie z wnukiem przez 2 tygodnie? Jak można było nawet nie zapytać o moje plany?

Odpowiedź córki była szokująca: “Przecież jesteś na emeryturze! Masz mnóstwo wolnego czasu. Czym miałabyś się zajmować, jeśli nie swoim własnym wnukiem?”. Bardzo się pokłóciliśmy. Przecież Ania i Anton nawet nie pomyśleli o tym, czy mogę im pomóc.

Powiedziałam córce, że nie będę zakłócać swoich planów i jej syn musi jechać z nimi. Ojcostwo to ich obowiązek, a moja emerytura to zasłużony odpoczynek, a nie służba!

Co sądzicie: czy babcia ma rację?