W wieku 60 lat postanowiłam znaleźć drugą połowę w Internecie. Skończyło się na tym, że postanowiłam pozostać sama

Rozstałam się z mężem ponad 10 lat temu. Rozstanie było wspólną decyzją i prawie bez nerwów. Dzieci dorosły i rozeszły się każde w swoją stronę. Z przyjaciółkami zrobiło się nudno.

Miałam nadzieję, że jeszcze spotkam mężczyznę, który będzie patrzył we wspólnym kierunku. Opanowałam Internet i rozpoczęłam poszukiwania swojej drugiej połowy na jego przestrzeni.

Pierwszym zalotnikiem był mój rówieśnik.

Na zewnątrz wyglądał jak alkoholik i od niego unosił się zapach papierosów z kilometra. Myślę, że ucieczka od razu byłaby niegrzeczna. Może wygląd zewnętrzny jest mylący, a w człowieku tkwi potencjał, który nie jest widoczny dla kobiecego oka. Ale cud się nie zdarzył.

Nie zdążyliśmy się poznać, jak mężczyzna od razu zaczął szukać odpowiedniego miejsca na wypicie alkoholu. Znalazłam pretekst i szybko uciekłam z tego spotkania.

Drugi zalotnik był trochę starszy ode mnie.

Na pierwszy rzut oka wydawał się być przyzwoitym mężczyzną, ale przeklinał jak szewc. Moje uszy skurczyły się od jego przekleństw. Nasze spotkanie zakończyło się szybko i bez rezultatu.

Trzecim zalotnikiem stał się młody mężczyzna. Był ode mnie o 10 lat młodszy. Mężczyzna był wychowany i inteligentny. Zaprosił mnie do teatru. Po drodze recytował wiersze i zachwycał się moim pięknem.

Jedyną wadą, która mnie niepokoiła, był wiek. Przeżyłam spektakl, wysłuchałam wierszy, a rano dostałam od niego wiadomość. Mówiła o tym, że jestem wybredna i w moim wieku trzeba się zadowolić tym, co jest, a nie wybierać między mężczyznami.

W rezultacie doszłam do wniosku, że lepiej jest żyć samotnie niż z kim popadnie.