Wybrałam mężczyznę, a nie syna – teraz tego żałuję

Obecnie mam 36 lat i jestem już po drugim małżeństwie. W pierwszym związku urodziłam syna. Ma on 12 lat. Jego pasją jest sport, jest dobrym uczniem i ogólnie rozumiejącym chłopcem. Ja mieszkam z młodszym synem i obecnym mężem, a starszy syn mieszka u babci.

Proszę, nie osądzajcie mnie. Teraz zrobiłabym to inaczej, ale wcześniej… Po prostu chciałam być szczęśliwa i poszłam za opinią mojego obecnego męża.

Mój pierwszy mąż był pilotem. Często przemieszczaliśmy się po różnych wojskowych miejscowościach. A gdy mąż jechał sam, zdradzał mnie. Co więcej, nie ukrywał tego. Niewiele tego było, zaczął mnie także bić. Potem prosił o wybaczenie i błagał, żebym nie wychodziła. Byłam młoda i naiwna – wierzyłam każdemu jego słowu.

Po jego zwolnieniu z pracy oszalał, zwrócił się przeciwko nam, mnie i synowi. Zdecydowałam się na rozwód i wyjazd do rodziców. Niedługo potem mama zmarła na raka, i zostaliśmy zupełnie sami.

Mój ojciec miał jednego przyjaciela. Miał on rodzinę, ale rozwiodł się. Zaczął mnie zalecać, pomimo dużej różnicy wieku. Przy nim czułam się jak za kamiennym murem. Bardzo mi się to podobało!

Zaproponował mi małżeństwo. Zgadłam się. A potem przyszły warunki – był przeciwny temu, aby mój syn mieszkał z nami. Byłam już w ciąży i bałam się zostać sama z dwójką dzieci. I się zgodziłam. Może hormony też odegrały swoją rolę. Od tego czasu syn mieszka u teściowej. Ona bardzo go kocha. Wiem to.

Minęły już dwa lata. Starszy syn przychodzi do mnie tylko wtedy, gdy męża nie ma w domu. Ja często odwiedzam go. Nasza relacja jest napięta. Wydaje mi się, że bardziej ufa babci niż mnie.

Prawda jest taka, że mąż daje pieniądze na utrzymanie Sashy. Teraz rozumiem, że popełniłam błąd. Tak, niby jestem szczęśliwa, niczego mi nie brakuje, ale wszystko to osiągnęłam za cenę szczęścia starszego syna. Stał się on obcym człowiekiem, bo go zdradziłam. Tak, dokładnie tak on to postrzega. Sashka obraża się na mnie. I myślę, że z wiekiem ta uraza wyjdzie w jakiejś okropnej formie.

Wielu ludzi mnie potępia, i ja sama zdaję sobie sprawę, że popełniłam błąd. Nie mam wyjścia – jestem zakładnikiem złotej klatki. Gdybym pracowała, może bym odważyła się na rozwód, ale teraz jestem całkowicie zależna od męża. Poza tym, gdzie mi z dwójką dzieci?

Drogie kobiety, nie powtarzajcie moich błędów – nie pozwólcie, aby manipulowano wami!