Im bliżej daty ślubu, tym silniejszy strach, że naprawdę go nie kocham, że mylę uczucia przyjaźni i sympatii z miłością

Wielu poszukuje swojej miłości, ale nigdy jej nie znajduje, zmieniając jednych ludzi na innych, ale pozostając samotnymi. Moje relacje są bardzo nietypowe. Rok przed rozpoczęciem szkoły do naszego domu wprowadziła się rodzina. Nowy sąsiad okazał się moim rówieśnikiem. Oboje mieliśmy wtedy około sześciu lat. Potem poszliśmy do szkoły. Uczyliśmy się w równoległych klasach. Od dziesiątej do jedenastej klasy byliśmy w jednej klasie.

I przez cały ten czas byliśmy przyjaciółmi. Razem organizowaliśmy ataki na sad jabłoniowy, latem razem kąpaliśmy się w rzece i opalaliśmy, razem przechodziliśmy przez lekcje i graliśmy na konsoli. W starszej szkole wychodziliśmy z całą grupą na wycieczki do lasu. Nie wiem, kiedy zaczęliśmy się spotykać. Po prostu przyjaźń stopniowo przekształcała się w coś więcej. Był pierwszy niezdarny pocałunek, potem jeszcze jeden…

Teraz mamy po 24 lata. Nie miałam w życiu innego mężczyzny, tylko jego, jedynego. W przyszłym roku planujemy ślub.

Ale im bliżej daty ślubu, tym silniejszy strach, że naprawdę go nie kocham, że mylę uczucia przyjaźni i sympatii z miłością. Wydaje mi się, że przez całe życie nie kochałam jeszcze nikogo. Boję się, że dokonuję złego wyboru. Jak dowiedzieć się, że to ten jedyny, jeśli nie miałam wcześniej żadnych innych związków?

Wszyscy wokół mówią, że jesteśmy idealną parą. Ale skąd oni to wiedzą? Tak, doskonale się znamy… Ale to miłość?!

Podpowiedzcie, czy ktoś był w podobnej sytuacji? Czy istnieje duże prawdopodobieństwo, że mężczyzna myśli podobnie, ale nie mówi o tym?