Mieszkam prawie rok w nieformalnym związku z dziewczyną, która jest patologicznym kłamcą

Mieszkam prawie rok w nieformalnym związku z dziewczyną, która jest patologicznym kłamcą. Uważa, że jej kłamstwa są idealne i niemal niemożliwe do odkrycia, ale w rzeczywistości kiepsko kłamie. Już po jej gestach mogę stwierdzić, czy oszukuje, czy nie: albo drapie czoło albo zaczyna dotykać się pod brodą lewą ręką, kiedy próbuje kłamać.

Pewnego razu stała z torebką w ręku i kiedy zaczęła kłamać, wzięła i przerzuciła torebkę do drugiej ręki, a nawet zaczęła drapać się pod brodą lewą ręką. Wtedy nie wytrzymałem i śmiałem się, tak to było mało prawdopodobne.

Kiedy zaczęliśmy się spotykać, ostrzegła mnie, że kłamie i nie może z tym nic zrobić, ale od razu powiedziała, że da mi dostęp do swoich mediów społecznościowych, żeby zapewnić mnie o swojej wierności. Nawiasem mówiąc, nigdy nie sprawdzałem jej korespondencji. Przecież można zrozumieć, czy ktoś cię zdradza, nawet nie czytając cudzych listów.

Irrytuje mnie, że dziewczyna kłamie bez powodu. No przecież… Co mi to robi, że zapomniała kupić mleko po drodze z pracy? Ale nie… zaczyna wymyślać idiotyczną historię z przyjaciółką, że ją tam gdzieś podrzuciła, a potem zaczynała się tam przedzierać, praktycznie na stopach, a nie było tam po drodze żadnego sklepu, więc nie ma mleka. Ku końcowi jej ciekawej historii, zaczęła się dotykać pod brodą i drapać czoło. Przecież nie każdego dnia wymyśla tak wyszukane i proste kłamstwo…

Zbliżając się do końca historii, śmiałem się, a pod sam koniec już bardzo się śmiałem. Zrozumiała, że wszystko zrozumiałem, ale nie mogła się zatrzymać i kontynuowała na poczekaniu. Do końca tej historii zaczęliśmy się śmiać. Zrobiła się czerwona i przeprosiła.

Opowiedziała mi, że nawet chodziła do psychologa, żeby pozbyć się natrętnego pragnienia kłamania. Chociaż może historia o psychologu to także kłamstwo?