Niebezpiecznie jest dyskutować i delektować się czyimś nieszczęściem. Jeden dobry powód, dla którego nie powinieneś tego robić

Mąż i żona dowiedzieli się, że mąż ich przyjaciółki zmarł. Zachorował – w kwiecie wieku. Takie rzeczy się zdarzają. Mąż i żona zaczęli omawiać tę wiadomość.

Siedzieli na otwartej werandzie, niedaleko oceanu. Bezchmurne, błękitne niebo łączyło się z lazurową, lśniącą wodą. Palmy szumiały, a gorąca bryza poruszała ich liśćmi. Śpiewały kolorowe ptaki. Na stole stało pyszne jedzenie. W pięknych szklankach bulgotały drinki.

A ci ludzie pożądliwie i szczegółowo omawiali wiadomość. Przeczytali o tym, co wydarzyło się na stronie wdowy w Internecie i byli bardzo zainteresowani poznaniem szczegółów. Pytali w komentarzach, pisali wiadomości do wszystkich, do każdego, kogo znali.

I mówili sobie nawzajem, że można było się tego spodziewać. Nic dziwnego, że zachorował. Był taki zdrowy, taki młody i tak ciężko pracował. Zawsze oszukiwał, próbując zarobić więcej pieniędzy. Mówili, że zdradzał żonę. I lubił sobie wypić.

Podobała im się ta historia. Zdawała się urozmaicać życie. Szczegółowo rozmawiali o zmarłym, wszystko pamiętali, wszystko gromadzili. I pytali wszystkich, kiedy wrócą z wakacji. Oohed i ahhed w sposób nieszczerze, aby dowiedzieć się więcej. I gorąco o tym dyskutowali. Zwłaszcza osobowość zmarłego.

A sześć miesięcy później ten człowiek zachorował na tę samą chorobę. Dokładnie na tę samą chorobę. Jego żona została wdową, on chorował przez rok. Lekarze nie potrafili wskazać przyczyny – powodów mogło być wiele.

A żona nie spała w nocy, słuchała ciężkiego oddechu męża i pamiętała, jak długo i entuzjastycznie rozmawiali o zmarłym. Próbowali dowiedzieć się wszystkich szczegółów. Podawali powody, potępiali zachowanie, szukali związku między winą a karą.

Robili coś, czego nie powinno się robić. I sami sprowadzili chorobę na swoją rodzinę. A mojej żonie wydawało się, że ktoś stoi w oknie i przygląda się z zainteresowaniem. I słuchał. I kręcił głową z satysfakcją. Ktoś, kto wyglądał jak zmarły przyjaciel.

Ale może jej się to tylko wydawało. Podobnie jak jej chory mąż. On też patrzył ze strachem w kąt przy oknie.

Nie ma potrzeby dyskutować o czyjejś śmierci, rozkoszować się szczegółami choroby i oceniać, zwłaszcza jeśli nie pomagasz. Zaspokajasz tylko swoją ciekawość.

Najlepiej patrzeć na piękny świat, na błękitne niebo. I szczerze życzyć im bezpiecznej podróży. Jeśli oczywiście nie jest to zagorzały złoczyńca. Ale po prostu osoba taka jak my. Jesteśmy tak samo kruche i krótkotrwałe.