Po co mi żona, która nie chce sprzątać i gotować jedzenia?

W mojej rodzinie pojawił się problem: żona przestała gotować. W ogóle. To nie pierwszy raz, kiedy taka sytuacja się powtarza. Przychodzę z pracy, a nie ma co jeść. Obiad nie jest gotowy. W domu panuje bałagan.

Pytam: “Co robiła cały dzień?”. Żona nie pracuje, ale cały czas niby czymś zajęta. Odpowiada, że zawoziła syna do przedszkola, stała w korkach. Kupiła kaszę, ugotowała – proszę, oto cała kolacja, drogi. Jedzenie podane! I jaki sens jest w takiej żonie?

Wczoraj ta sama sytuacja się powtórzyła. Odwróciłem się, pojechałem do kawiarni, zjadłem normalną kolację po raz pierwszy w tygodniu.

Przecież nie zabraniam żonie zajmować się czymś interesującym, znaleźć hobby, przecież pracuję, zapewniaję! A w rezultacie nawet normalnie w domu zjeść nie mogę… To nie odpoczynek po pracy, a walka o przetrwanie.

Przyjaciele żartują, pytają, po co mamy kota w domu? Żeby łapał myszy? Nie, dla przyjemności! Z żoną jest podobna sytuacja. To tylko taka analogia, oczywiście. Ale przecież nie wziąłem żony jak świnkę morską, żeby co jakiś czas wyciągać ją z klatki i się z nią bawić. Powinna przecież być choć trochę zdroworozsądkowa, pomagać mi, nie tylko zajmować się synem.