Ślub – to nie taka dobra myśl dla kobiety, pomyślcie o tym

Kiedyś małżeństwo było warunkiem nie tylko normalnego życia, ale wręcz podstawowego przetrwania. Strach przed pozostaniem niezamężną był jednym z najsilniejszych lęków kobiecych. Jak zdziwiłyby się dzisiejsze dziewczyny, gdyby znalazły się w obecnych warunkach. I wątpliwe, czy zdecydowałyby się na małżeństwo przy dzisiejszych możliwościach.

Stopniowo współczesne kobiety przekształcają się w celu budowania rodziny za wszelką cenę na korzyść własnego rozwoju, harmonijnych relacji, nie zgadzając się na poświęcenie bliskości dla przyzwoitości i pieczątki.

I szczerze mówiąc, ten ślub nie zawsze jest opłacalny. Natychmiast pojawiają się nowe relacje majątkowe, zobowiązania, odpowiedzialność materialna. Poza tym pojawia się z obu stron, dlatego wiele par żyje po prostu razem, nie chcąc komplikować sytuacji licznymi dziećmi, alimentami i byłymi żonami-mężami.

Warto się pobrać tylko wtedy, gdy istnieją prawdziwe uczucia. Gdy para płonie miłością i pasją, gdy mają wspólne cele i wartości. Ludzie świadomie budują długoterminowy związek, ale nie zawsze ten projekt okazuje się udany.

Z wiekiem uczucia mogą ochłodzić się, gusta się zmieniają, ludzie ukazują się z nieoczekiwanej strony. Jeszcze niedawno szalenie zakochani, teraz patrzą na siebie krytycznie i oczekują spełnienia swoich planów.

I okazuje się, że chciała mieć dzieci – ale nie od razu, a on uważa ją za lekkomyślną, że tylko trwoni życie.

Ona miała nadzieję, że on będzie jej wsparciem finansowym, a on czekał, że ona zbuduje karierę. On chce dyktować warunki, a ona też chce dyktować warunki.

W pewnym sensie było to kiedyś prostsze. Kobieta zajmowała się tym, co w domu, a mężczyzna tym, co na zewnątrz. Ona dbała o domowy ogień, zajmowała się dziećmi.

Mężczyzna przynosił produkty, a ona gotowała, mężczyzna przynosił tkaniny, a ona szyć. Mężczyzna pasł owce, a ona przędła wełnę. Naprawdę pracował, a ona to doceniała. Doceniała jego ochronę, jego siłę. Ona także pracowała, a mężczyzna to widział.

Dziś mężczyźni ubiegają się o silną rolę, mimo że na pracy nie przemęczają się. I w domu nie chcą nic robić. Ale nawet na zewnątrz nie pasą owce, nie zabijają wrogów i nie orają na polu. Po prostu klikają myszką, tak jak ich żony.

Czy nie jest logiczne, że powinni mieć równe obowiązki i równe prawa? Równą odpowiedzialność i możliwość wpływania na siebie nawzajem?

Ale stereotypy minionych wieków nadal na nas ciążą. Ale już nie działają.

Dlatego nie warto spieszyć kobiety do skoku do USC. O wiele bardziej opłacalne jest nauczenie się stawiania na własnych nogach, takiemi kobieta jest bardziej doceniana przez mężczyzn. Mężczyźni także nie mają korzyści z biegnięcia do USC, kobiety zachowują się dużo godniej i bardziej cenią partnerów, gdy obawiają się ich utraty.

O wszystkim można się dogadać. Na ważne kwestie można zawrzeć oddzielną umowę u notariusza. Pomyślcie, teraz nawet ciąża przestała być powodem do kupowania pierścionków. A jeśli już zdecydowaliście się na małżeństwo – powodzenia wam!