Szkoda kolegi, zagubiony w rutynie życia rodzinengo

Mam przyjaciela z dzieciństwa, który od najmłodszych lat był “mamusiowym chłopcem”. Zawsze słuchał matki we wszystkim. W razie czego biegł do rodziców płakać, że go obrażają na podwórku. Naturalnie, przez to zawsze był “chłopcem do bicia”. Choć byliśmy jego przyjaciółmi, nie zawsze mogliśmy mu pomóc. Kiedy był w naszym towarzystwie, nikt mu krzywdy nie zrobił.

Ale był naprawdę fajnym gościem. Spośród nas wszystkich był najbardziej oczytanym i inteligentnym.

Rosliśmy, zaczęliśmy rozmawiać z dziewczętami, zaczęliśmy spotykać się. A ten sam przyjaciel pozostał bardzo skromny. Dziewczyny nie chciały z nim rozmawiać, ponieważ był bardzo nieśmiały i zakłopotany. Potem uniwersytet, praca… Niektórych rozproszyło życie, ale kość naszej podwórkowej grupy chłopców pozostała taka sama. Raz na kilka miesięcy wychodzimy na przyrodę albo do baru…

I w 2018 roku ten sam przyjaciel ogłasza, że się żeni. Wszyscy my, chłopcy, byliśmy w szoku… Przecież nie spotykał się z nikim, a teraz, gdy mamy już ponad 30 lat, nagle się żeni. Zaczął pytania, kim jest, dlaczego nas nie poznał. Pokazał zdjęcie… Ładna kobieta.

I od tego czasu nasz przyjaciel zniknął. Pochłonęło go życie rodzinne… Teraz żyje na smyczy żony. Przestał się spotykać z nami, prawdopodobnie żona mu na to nie pozwala.

I dopiero niedawno dowiedziałem się od wspólnych znajomych, że wyszła za niego tylko dlatego, że dobrze zarabia i jest bardzo cichy. Taki sobie “kieszonkowy mężczyzna”. Okazało się też, że jej były mąż bił ją jak worek. Jasne, że gość, który jest spokojny w porównaniu do domowego wojownika, to po prostu idealna opcja.

Tylko szkoda naszego kolegi… zagubiony w rutynie życia rodzinnego…