W dwudziestym roku ich małżeństwa Adam powiedział swojej żonie, że chce rozwodu i że powinna opuścić jego dom. A ona nie tylko nie odeszła, ale także uratowała mu życie

Michał i Anna ciągle się kłócili. To Michał prowokował kłótnie. Przestał kochać żonę. Spodobała mu się inna dziewczyna, młodsza i ładniejsza. Zaczął eliminować Annę z domu, aby poszła do matki. Pewnego wieczoru powiedział do niej tak: “Wynoś się z mojego domu!”.

Anna milczała. Cóż mogła powiedzieć? Ale tego wieczoru nigdzie nie poszła – było późno, a ona po prostu nie miała siły. Była wyczerpana. Położyła się na kanapie w małym pokoju i nie mogła spać. Trochę płakała, myślała o tym, jak wyjdzie rano i co się stanie.

A Adam w nocy miał zawał. Wieczorem też pił ze złości. Ze złości i z odwagą, by powiedzieć takie słowa żonie. Ta żona uratowała swojego męża. Zadzwoniła po karetkę, gdy lekarze byli już w drodze, wykonała specjalne procedury – pamiętała wszystko, czego nauczyła się na kursie.

Potem pojechała do szpitala, dyżurowała na oddziale intensywnej terapii, a następnie odwiedzała męża, kupowała leki i przynosiła mu odpowiednie jedzenie. Ale najważniejsze jest to, że została w domu. Mogła wyjść! I tego człowieka by już nie było.

Trzeba się więc sto razy zastanowić, zanim kogoś wyrzuci się z życia. Musimy myśleć o tym, kto nas potrzebuje. Ktoś może zadzwonić po pomoc. Kto nas wesprze i uratuje? Komu na nas zależy? Najpierw trzeba o tym pomyśleć, a potem dopiero podjąć decyzję.

Mąż i żona teraz mieszkają razem. Adam się zmienił. Przeprosił. Trudno powiedzieć, czy żona mu całkowicie wybaczyła. Ale kocha go i współczuje mu – to może wystarczyć.