Wpadłam do sklepu w godzinach pracy, a tam mój mąż idzie w objęciach z najlepszą przyjaciółką

Pierwsze pięć lat naszego małżeństwa było po prostu idealne. Czasami zdarza się, że można śmiało powiedzieć: ręka w rękę, dusza w duszy. Nie kłóciliśmy się specjalnie, wszystkie różnice rozwiązywaliśmy rozmową, dochodząc do sprawiedliwego porozumienia. To działa, jeśli się nie ciągnie kołdry na siebie.

Rok temu postanowiliśmy, że wystarczy życia tylko dla siebie. Czas pomyśleć o dziecku.

Ale rok minął bezskutecznie, lekarze winią wahania hormonalne i nieregularny cykl. Mówią, że trzeba próbować częściej, trafisz raz na ten właściwy dzień. Ciało samo powie, kiedy będzie chciało – wtedy będziesz działać właściwie.

Mój mąż tylko się zaśmiał i zapewnił, że jeśli coś, to zaadoptujemy. Co za różnica, kogo pokochać. Przecież on jest idealny. Już tak myślałam, że jesteśmy po prostu doskonałością, nie parą. Emocje może nie kipią, ale to świetnie. Po co nam skandale, zazdrość i hałaśliwe pojednanie dla zabawy sąsiadom? Jesteśmy inteligentnymi ludźmi.

Z przyjaciółką jesteśmy też od dawna razem, od szkoły. Razem chodzimy na siłownię i przebiegamy po sklepach. Mąż nie ma nic przeciwko temu, że się spotykamy, ona też jest miłą, inteligentną kobietą. Jest przekonany, że nie zaszalejemy w knajpie. No i zna ją, pracują w jednym budynku. Nie krzyżują się specjalnie, ale wiedzą o sobie.

Zazdrosny o męża w głowie mi się nie nasunął, ale tak się przypadkiem zdarzyło.

Mojej koleżance zrobiło się słabo, więc wysłali mnie z nią do szpitala, żeby dowiedzieć się, co i jak, kupić potrzebne rzeczy. Porozmawiałam z lekarzem, dowiedziałam się, czego potrzebuje, i poszłam do najbliższego supermarketu z apteką. W międzyczasie zajrzałam też do sklepu spożywczego po ciastka, jabłka i jogurt.

A tam mąż idzie w objęciach z przyjaciółką między półkami. Ja bym pomyślała, że przypadkiem się spotkali, przytulili. Ale zobaczyli mnie i odskoczyli od siebie. Więc coś tu nie gra.

Na kłótnie jeszcze mi brakowało, więc wybiegłam ze sklepu, a mąż za mną. I zaczął mi wmawiać, że mi się tylko wydaje, że nikt się z nikim nie przytulał. Taki przekonujący, właśnie co on w ogóle tu robi? A przyjaciółka co?

Zaraz pojechałam do rodziców, a mąż dzwoni na zmianę z przyjaciółką. Po co?