– A my nie potrzebujemy leniwych ludzi w naszej rodzinie! – powiedziała mi kobieta, która nigdy nie została moją teściową

Miałam bardzo niefortunne spotkanie z moją potencjalną teściową. Jednak od razu stało się jasne, że nie mam nic wspólnego z tą rodziną, więc dziękuję za oszczędzenie mojego czasu.

Mój były narzeczony i ja mieszkaliśmy razem przez dwa lata i rozważaliśmy przeniesienie naszego związku na wyższy poziom. Były wskazówki, ale nie było konkretnej propozycji.

– Najpierw musisz zdobyć sympatię twojej matki, – powiedział mi, choć myślałam, że żartuje.

Jednak te żarty stały się bardzo poważne, kiedy w pewnym poniedziałek mój narzeczony nagle przyszedł do mnie z poważną miną i oznajmił, że zdecydowaliśmy się na ważne spotkanie – tego weekendu mieliśmy poznać jego matkę.

Zrozumiałam, co miało miejsce i zacząłam planować to wydarzenie tak, aby wyglądało odpowiednio.

– To będzie po prostu wspólny posiłek – zapewnił mnie narzeczony.

Ja jednak zrozumiałam to nieco inaczej: mieliśmy przyjechać, usiąść przy stole, prowadzić miłą rozmowę i potem po prostu odejść. A skoro taki był plan, musiałam zadbać o odpowiedni strój. Dbać o włosy, wybrać odpowiednią sukienkę, zadbać o paznokcie. Przecież nie można zrobić drugiego pierwszego wrażenia.

W sobotę byłam gotowa na pełną skalę. Buty na niskim obcasie, piękna sukienka, wystrój paznokci, perfekcyjny makijaż. Jedyne, co mnie zmyliło, to fakt, że wyjazd był zaplanowany na dziewiątą rano.

W porządku, podróż zajęła nam godzinę, więc byliśmy na miejscu o dziesiątej rano. Co to za kolacja o dziesiątej rano?

Mój narzeczony poprowadził mnie przez ogród, gdzie prawie potknąłam się na kawałku sprzętu ogrodniczego, a w końcu dotarliśmy do letniej rezydencji matki.

Tam poznałam i przedstawiłam się. Kobieta spojrzała na mnie, przyśpiewując trochę pod nosem, a potem odeszła w stronę jednego z pomieszczeń. Matka mojego narzeczonego przez dłuższą chwilę przeglądała swoje rzeczy, po czym wyciągnęła legginsy i rozciągniętą bluzę.

– Tu masz, przebierz się – rzuciła do mnie.

Chwyciłam ubrania, ale nie byłam pewna, dlaczego mam je nosić.

– Przecież i tak idziemy do ogrodu. A może myślałaś, że przyszłaś tu tylko po to, żebym mógł na ciebie pięknie popatrzeć? No już, już, przebieraj się, jak nie pracujesz, to nie jesz.

Brakowało mi słów, nie przyszedłam orać czyjegoś ogrodu. Gdyby z góry powiedziano mi, że tak będzie, że teściową potrzebuje pomocy, ubrałabym się inaczej i nie wydawała pieniędzy na manicure.

Usiadłam na ławce i zaczęłam obserwować, co będzie dalej.

– Nie rozumiem, dlaczego jeszcze się nie przebrałeś. Na kolację trzeba sobie zasłużyć! – zapytała moja potencjalna teściowa.

Pomachałam mu i zaczęłam iść w stronę wyjścia, zatrzymując się dopiero przy bramie i pytając narzeczonego, czy idzie ze mną. Nie poszedł ze mną, stał za moją mamą i robił do mnie straszne miny.

– Nie potrzebujemy leniwych ludzi w naszej rodzinie, idź, idź! – powiedziała do mnie matka mojego narzeczonego.

Pokręciłam głową, pomachałam mu i wyszłam. Matka mojego narzeczonego krzyczała coś o lenistwie, ale to nie miało znaczenia.

Od tego czasu nie widziałam mojego narzeczonego. Był tak obrażony, że nawet nie zadzwonił. Chociaż mieliśmy plany na przyszłość, to dzięki temu wydarzeniu wszystko stało się jasne i wyraźne.