Chora matka poprosiła córkę, by kupiła jej granat. Ale córka nie miała wcale pieniędzy. Stała obok kiosku, gdzie tłoczyły się ludzie, wycierając łzy. Przypadkowe spotkanie zmieniło wszystko

Chora matka poprosiła córkę, by kupiła jej granat. Ale córka nie miała wcale pieniędzy. Stała obok kiosku, gdzie tłoczyły się ludzie, wycierając łzy. Przypadkowe spotkanie zmieniło wszystko.

“Małgorzato, kup mi trzy granaty. Zjem je i od razu będzie mi lepiej!” – poprosiła mama. A Małgorzata zapłakała – jej portfel był pusty.

Stała obok kiosku, gdzie tłoczyły się ludzie, i wycierała łzy chusteczką. W witrynie błyszczały jaskrawo czerwone granaty. Były bardzo dojrzałe i piękne. “Chciałoby się czegoś kwaśnego!” – powiedziała mama z uśmiechem, opierając się na poduszkach. Mama była chora już od półtora miesiąca.

Jej stan zdrowia nie polepszał się, przestała chodzić, siedząc na wózku. Mieszkali w małym miasteczku, gdzie brakowało specjalistów, a aby trafić do dobrego szpitala, musieli by jechać do ośrodka regionalnego, ale ich kolejka była dopiero za dwa miesiące, a dodatkowo brakowało im pieniędzy na podróż. Małgorzata niedawno straciła pracę. Za kilkukrotne opóźnienia w obiedzie.

A w tym czasie opiekowała się i karmiła matkę. Spóźniła się o 10 minut. Właśnie tyle wystarczyło. Szefowie nie chcieli słuchać, że matka jest bardzo chora. Zrozumienie nie było na miejscu, a do jej miejsca pracy przeniesiono krewną księgowego. Nikt nie zauważył jej starań o mamę, a tu taka okazja.

“Mamę mam. Jest jej bardzo źle. Potrzebuje pomocy. Współczuj, zrozum moją sytuację! Nie mogę teraz pozostać bez pracy! Nie mamy za co żyć. Przecież ty też masz mamę!” – płakała Małgorzata w gabinecie dyrektora. “No dobrze, jesteś wolna!” – rzuciła dyrektor. Tak Małgorzata straciła pracę. Nowe poszukiwania pracy nie przyniosły efektów. Poza tym nie mogła zostawić swojej matki. Żyli razem i nie mieli bliskich w pobliżu.

“Kochanie, mam emeryturę! Wytrzymamy!” – powiedziała mama. Ale po zapłaceniu rachunków prawie nic nie zostało z emerytury.

I trzeba było matkę leczyć. Małgorzata starała się kupować mamie przysmaki, a sama żyła tylko na rogalikach, oszczędzając. Ale i tak nie wystarczało pieniędzy. Ogólnie rzecz biorąc, Małgorzata stała obok kiosku, patrząc na granaty i płacząc.

I tak czy inaczej, na jeden nawet jej nie było stać. Boże, co robić? Pożyczyć? Ale już wielu komuś pożyczyła. To, co zarobiła, podczas mycia podłóg, ledwie wystarczyło na spłatę połowy długu. Mama czeka. Wyobraziła sobie swoją mamę, chudą, która starała się ją pocieszyć i teraz płakała głośno.

“Małgorzato! Co się stało? Dlaczego płaczesz? Czy mogę pomóc?” – mężczyzna w długim płaszczu i brodzie dotknął rękawem Małgorzaty. Obok niego stała starsza kobieta. A tu Małgorzata, zrozpaczona. Opowiedziała o mamie i o granatach.

Świsnął nosem, mówiąc, że ona nawet na jeden nie miała pieniędzy, a ona się uspokoiła. Mężczyzna zagaił rozmowę, czy może jej kupić jeden, a potem ona mu zwróci. Obcokrajowiec kupił Małgorzacie trzy granaty. A potem powiedział: “Jedźmy, zobaczymy twoją mamę. Co z nią jest. A potem zdecydujemy!”.

“A po co mam jej pokazywać? Kim jesteście?” – dziewczyna kręciła nosem. “Jestem lekarzem” – po prostu odpowiedział nieznajomy. Okazało się, że był lekarzem od Boga. Przyjechał odwiedzić matkę swoją mamę. I w kiosku przypadkiem spotkał Małgorzatę. Czy aniołowie prowadzili ich obu za rękę do tego miejsca? A mama Małgorzaty, zwana Nadzieją, zdezorientowana patrzyła na gości, podczas gdy lekarz przeprowadzał badanie i dzwonił po telefonie.

A jego matka pocieszała staruszkę słowami: “Nie martw się. Mój syn uratował już tylu ludzi! On jest bardzo dobrym lekarzem. On ci pomoże, na pewno! Jest nadzieja! Zresztą, tak mnie zwał zawsze!” – Aha. Więc teraz jestem tutaj z Małgorzatą, Nadzieją i Miłością. Czyli wszystko będzie w porządku.

Spróbujcie granatów. Wkrótce podjedzie samochód, musicie się szpitalizować, będę was osobiście obserwować, za miesiąc będziecie biegać – uśmiechnął się lekarz.

Miał rację. Dobre leczenie, badania i wybitny specjalista zrobili swoje – mama Małgorzaty wstała na nogi, jakby nigdy nie była chora. I nie przestawała modlić się i dziękować Bogu i losowi, że przysłali jej córkę na spotkanie z lekarzem. A Małgorzata wkrótce znalazła świetną pracę.