Dlaczego dzieci nie powinny być karane za psoty: wyjaśniła to mądra babcia mojej mamie!

Kiedy byłam mała, mama zawsze karciła mnie za każdy błąd. Rozsypywałam mąkę, rozbiłam talerz, zabrudziłam sukienkę – dostawałam za to reprymendy. Przy tym byłam jednym z tych dzieci, z którymi to się zdarzało stale, bez złej woli.

Pewnego razu wysłano mamę, aby osobiście złożyła życzenia z okazji jubileuszu byłej koleżanki z pracy, która od dawna przeszła na emeryturę. Ponieważ nie było nikogo, kto mógłby się mną zająć, musiałam iść z mamą. Moja babcia miała około 75 lat i w jej kredensie stał piękny porcelanowy serwis z małymi brązowymi brzegami. Dla gości, jak przystało. Gospodyni postanowiła nas poczęstować herbatą, a ja, kręcąc się wokół, próbując pomóc, stłukłam jedną z tych filiżanek.

Moja mama dała mi policzek i zaczęła krzyczeć. Ja płakałam, obawiając się nowego policzka, a usta mamusi drżały. Wtedy babcia wzięła mnie za ramię, oddaliła ode mnie mamę i powiedziała:

  • Przestań krzyczeć na dziecko. Co tu tak strasznego? A gdybyś ty rozbiła filiżankę, to też musiałabym na ciebie nakrzyczeć?

Mama zaniemówiła i zamilkła. Staruszka kontynuowała:

  • Pomalowany kawałek szkła nie jest wart ani łez dziecka, ani twoich nerwów. Pomyśl o tym, że serwis na sześć osób stał się teraz zestawem na pięć. To nie jest tak, że do mnie w życiu przyjdzie więcej niż trzy osoby. A nawet jeśli przyjdą, to co, nie będą pić z zwykłych filiżanek?

Następnie wyciągnęła nową filiżankę i nalała herbaty, jak gdyby nigdy nic się nie stało. A gdy wróciliśmy do domu, babcia zawinęła do gazety pozostały bez pary spodek i podała go mnie.

Teraz nie pamiętam, jak miała na imię, ale ta lekcja zapadła w pamięć zarówno mnie, jak i mojej mamie na całe życie. Choć oczywiście mama nigdy się przed nią nie przyznawała. Jej już nie ma wśród nas, a spodek stoi u mnie w mieszkaniu. I gdy moje dzieci dokonują wybryków, mój wzrok pada na delikatne brzegi filiżanek i nie chce się ani krzyczeć, ani wziąć paska do ręki…