Kiedy odkładasz coś na później, pamiętaj, że wszystko ma swoją datę ważności…

Kiedyś, w młodości, moja babcia pokazała mi skarb – flakonik perfum. Prawdziwe, francuskie, w niesamowitym opakowaniu. Flakonik był w etui, a na etui była pędzelka.

Całe to bogactwo było zamknięte w wyrafinowanej pudełeczce, a zapach… po prostu olśniewający. Byłam bardzo zaskoczona, że nikt nie używał tych perfum. Pytałam ciągle, dla kogo są przeznaczone.

  • Dla ciebie! – odpowiadała babcia. Ale ich czas jeszcze nie nadszedł. Będziesz się nimi zachwycać, gdy dorosniesz. Niech ci się przynajmniej skończą 18 lat. Powiedziała to i odłożyła ten wspaniały dar na później. Do mojej pełnoletności.

Ale gdy skończyłam 18 lat, zapomniałam o tych perfumach. Nie miałam czasu na to: przyjaciele, nauka, imprezy, zalotnicy. Potem ślub, narodziny dziecka, praca. Życie mnie wciągnęło, wciągnęło. Dopiero niedawno wyciągnęłam to pudełko. Karton pokoloryzał, etui się zakurzyło, a zapach stał się kwaśny i nieprzyjemny – umarł od długiego przechowywania. Perfumy, niestety, także umarły.

Około tego samego czasu, co moja babcia, moja mama postanowiła pokazać mi swój prezent na osiemnaste urodziny. Fińskie kozaki. Kupiła je kiedyś na czarnym rynku i nigdy ich nie nosiła. Zdecydowała, że bardziej mi pasują. Kiedy będziesz wychodzić za mąż, to w nich będziesz chodzić. Ach, jakim narzeczonym będę – w fińskich kozakach! Wszyscy zalotnicy będą moimi.

Przymierzyłam kozaki – były na mnie idealne. Obcas był mały, a skóra niesamowicie miękka. Idealne dla uczennicy. Ale mama była przeciwna noszenia ich teraz. Poczekaj, jeszcze nie jesteś narzeczoną. I tak te kozaki leżały na półkach przez wiele lat. A po kilku latach okazało się, że są już niepotrzebne. Moja noga “przerastała” mamę, a kozaki stawały się zbyt małe. A mama zaczęła mieć problemy z kostkami na nogach, więc to całe bogactwo stało się jeszcze bardziej niepotrzebne. Najpierw te kozaki zaproponowano ubogiej sąsiadce z wieloma dziećmi: może je przyjmiesz? Ale sąsiadka chciała coś modniejszego. Wtedy wrzucono te magiczne kozaki do torby i wyniesiono na śmietnik. Być może bezdomnym się przydadzą.

Powiedzcie, że to tylko perfumy, buty. To wszystko drobnostki. Ale pewnego razu usłyszałam podobną historię, która bardzo mnie zasmuciła.

Kobieta wychowywała syna sama i starała się, żeby niczego mu nie brakowało. Pracowała na trzech pracach, ledwo zdążyła spać i jeść. Tak oto pewnego razu wróciła z kolejnej pracy, na którą dostała się, żeby kupić synowi modne buty. Przyszła zmęczona, zła. Słyszy: jej nastoletni syn szura w drzwiach. Porozmawiamy jutro, teraz nie jesteś do rozmowy. Poszła spać, a rano znowu poszła na sprzątanie. Cały czas wyobrażała sobie te buty i syna w nich. Ale kiedy wróciła na drugi dzień, zobaczyła straszną scenę: jej syn się powiesił. Nie doczekał on tamtego jutra.

Nie obwiniam absolutnie nikogo. Ani rodziny – bo to dzieci epoki niedoboru. Ani tej nieszczęśliwej kobiety. Myślę, że każdego dnia ona wspomina to “jutro”.

Ale jedna lekcja, jaką wyniosłam z tych historii:

Kiedy odkładasz coś na później: zachwycający zapach perfum, miękkie i wygodne buty, słodką czekoladkę, radość spotkania z bliskimi – pamiętaj, że to wszystko ma swoją datę ważności. Jeśli nie zdążysz w odpowiednim czasie, zjesz, poradzisz sobie, przegapisz czas – zauważysz nagle, jak wszystko zamienia się w pył i przemija. W czekoladkach pojawią się robaki, perfumy zaczną pachnieć jak kocie mocz, a radość spotkania przekształci się w obojętność…