Kobieta mieszkała z mężczyzną, jak sąsiedzi. Porada nieznajomej dziewczyny skłoniła ją do wysłania mężowi wiadomości tekstowej sms

Wera żyła z Grzegorzem przez długi czas w małżeństwie. Ten długi okres związku wpłynął na ich relacje. Żyli jak sąsiedzi, ale to nie satysfakcjonowało kobiety. Pragnęła emocji, wyrazów miłości, bo bez nich człowiek nie może żyć.

Wera wychodziła do pracy wcześnie rano, w ciemności, głęboko w zamyśleniach. Nie zwracała uwagi na samotnego przechodnia, który w pewien sposób przestraszył ją. Mężczyzna zapytał, która jest godzina, nazywając ją “Kwiatkiem”. “Dziesięć minut po ósmej” – powiedziała, spoglądając na zegarek, i poszła w swoją stronę. Kwiatkiem… Wera zastanawiała się. Nie pamiętała, kiedy ktoś tak do niej mówił.

Wera pracowała jako przedszkolanka w przedszkolu i uwielbiała swoją pracę z dziećmi. Była z nimi szczęśliwa. Otaczali ją miłością i szczerością. Jednak kobieta skrywała swoje wewnętrzne uczucie samotności.

Wera była piękną kobietą, jak wszystkie kobiety w jej rodzinie. Wszystkie były ruda, miały niebieskie oczy, były szczupłe i piękne śpiewały. Nikt nie mógł oprzeć się ich głosom. Los był łaskawy zarówno dla matki, jak i babci.

Ale Wera miała pecha w życiu osobistym. Poznała swojego męża w mieście, gdzie studiowała w szkole zawodowej, mieszkali osobno od rodziców Grzegorza, ale często się kłócili. Wera nie wiadomo, jak znalazła taki model zachowań – przestała rozmawiać z mężem.

Początkowo milczenie trwało kilka dni, ale potem trwało miesiąc. Oboje byli uparci. Nikt nie miał zamiaru pierwszy zagadać. Chodzili po domu jak obcy, jak nieprzyjaciele. Na początku córka była ich pośrednikiem, ale kiedy dorosła i wyszła za mąż, nie było już nikogo, kto by ich pojednał.

W tym tygodniu panował spokój w ich domu. Każdy żył osobno. Mężczyzna, pracujący w banku, wracał z pracy, kładł się na kanapie i oglądał telewizję aż zasypiał. Obiad jadł gdzieś w restauracji, ale czasem w domu, wieczorem zjadał chleb z bułeczkami, które sam dla siebie kupował.

Wera też nie gotowała. Poza owocem, który jadła przed snem, prawie nic nie przygotowywała. Kuchnia była czysta, zamrażarka odpoczywała.

Taki porządek jej pasował. Teraz miała mniej obowiązków domowych, po pracy nie spieszyła się do domu. Jednak w duszy czuła obrzydzenie. Gdzieś głęboko w niej czuła, że nadal kocha swojego męża, ale to ją irytowało.

Teraz obce “Kwiatki” brzmiały w jej uszach przez cały dzień. Kobieta marzyła, aby mąż tak do niej mówił. Chciała otrzymać od niego w prezencje przynajmniej mały bukiecik kwiatów. Siedziała i wspominała, jak dawniej kochała męża, jak była w nim zakochana po uszy. A teraz coś niewidzialnego rozdzielało ich.

Na kroki ich dachu zaczęła padać śnieżyca. Lekkie płatki padające z nieba stanęły jak kryształy w powietrzu. Mężczyzna stał pod drzwiami i przyglądał się jej. A potem podeszli do siebie, spojrzeli sobie w oczy i zrozumieli, że miłość jest silniejsza od milczenia. Wera złapała go za ręce, a on ją pocałował.