Mój mąż krytykował mnie za brak potomstwa, ale potem urodziłam… ale po rozwodzie i nie z nim

Mam znajomych, parę małżeńską. Żyli razem przez około pięć lat. Kobieta bardzo pragnęła dziecka, ale nie udawało im się go począć. Przeszli przez lekarzy i wróżki, ale nikt nie mógł pomóc.

Jednak mój znajomy mąż, chamsko rzecz ujmując, nieustannie wytykał jej bezdzietność. Szczególnie lubił podkreślać jej “niedoskonałości” (tak to określał) w obecności innych ludzi.

Mówił jej o wszystkim – że nie lubi pracować, a jeśli już pracuje, to zarabia mało, nie może mieć dzieci, ma nieodpowiedni kolor włosów, nieodpowiednią fryzurę, źle się odżywia, chociaż sam mieszkał w jej mieszkaniu z jej rodzicami, wydawał przeważnie swoje wynagrodzenie na siebie i swoją matkę.

W rezultacie ciągłych zarzutów, rodzinnych skandali i przeżyć, jej samoocena bardzo spadła, włosy zaczęły wypadać, jej cera stała się żółtawo-szara, a jej życie przeszło w czarną fazę.

Obserwując całą tę sytuację i widząc, że córka jest na skraju załamania, interweniowała matka dziewczyny. Postawiła im ultimatum: albo żyją spokojnie w jej domu, albo razem odchodzą od niej i daleko się od niej trzymają. Nie byli w stanie żyć spokojnie i nie chcieli wynajmować mieszkania (szkoda było im pieniędzy). Tak się rozstali.

Po czterech miesiącach cierpień po rozwodzie życie dziewczyny zaczęło się poprawiać. Znalazła pracę swoich marzeń i na miejscu pracy poznała mężczyznę, który okazał się być także mężczyzną jej marzeń. I za pół roku dowiedziała się, że jest w ciąży. To był jej najszczęśliwszy dzień!

Teraz jest szczęśliwie zamężna i urodziła cudowną córeczkę. Jeśli wspomina o swoich dawnych związkach, to tak, jakby to był koszmar. A kto wie, jak potoczyłoby się jej życie, gdyby nie interwencja jej matki wtedy w ich związek.