Nie chciałam się skompromitować przed potencjalnymi teściami, więc uporządkowałam chłopaka i przygotowałam jedzenie. Ale tylko stało się jeszcze gorzej

To jest tak nierozsądna historia, nadal nie rozumiem, gdzie popełniłam błąd. Kocham swojego chłopaka do szaleństwa. Jestem gotowa na wszystko, aby go ucieszyć, uczynić jego życie przyjemniejszym i prostszym. Ale jego mama, jego własna matka, jest na mnie obrażona.

Nawet nie jestem pewna, czy warto być z nim, mimo że zrobił mi oficjalne oświadczenie. Ale nie spieszyłam się, aby przyjąć pierścionek.

Co mnie niepokoi?

To, że nie spieszyłam się do zamieszkania razem, ale po oficjalnym oświadczeniu uległam. Zdecydowaliśmy, że będziemy razem, zobaczymy, jak to będzie. Jego rodzice właśnie wyjechali na wakacje, a on zaprosił mnie do siebie. Na początku wydawało mi się, że to siódme niebo. Nie rozstawaliśmy się ani na chwilę, robiliśmy wszystko razem i dużo się śmialiśmy.

Podobało mi się poznawanie go nawet w najdrobniejszych szczegółach, zachwycały mnie jego urocze nawyki, nawet jego niedoskonałości mnie ujmowały. Bezmyślnie gotowałam wszystko, co lubił, a do tego kuchnia okazała się przepyszna. Podobało mi się układać skarpetki, podobało mi się ścielenie łóżka, byłam zachwycona, kładąc talerze.

Stopniowo zrozumiałam, że tak właśnie będziemy żyć. Na pewno nie będzie rozkładał talerka ani zbierał skarpetek, to przecież obowiązek kobiety. W ich rodzinie mężczyźni przynoszą pieniądze do domu, ale w domu to kobiety wszystkim się zajmują.

Byłam trochę zszokowana: naprawdę, nasza “wszystko razem” oznaczało, że on siedzi obok mnie, kiedy gotuję, patrzy na mnie leżąc na łóżku, kiedy myję podłogę… Ale przecież jego mama nigdy nie pracowała, a ja pracuję i jeszcze studiuję!

A co będzie po ślubie, gdy pojawi się dziecko? To byłoby jak obserwowanie dziecka, jak człowiek chodzi, a drugi trzyma je na rękach.

Zastanawiałam się, a tu rodzice już na progu. Przed ich przyjazdem umyłam wszystko, umyłam wszystko, ogólnie była wielka czystka. Przygotowałam jedzenie, nawet upiekłam ciastko i udekorowałam. Ale przyszła teściowa przyszłości. Oznajmiła:

  • Tutaj zrobiliście chlew, ciasto jest zbyt kaloryczne, tutaj tak nie jedzą. Rzeczy nie są idealnie poukładane, łazienka nie jest wystarczająco lśniąca…

Z niej padały zarzuty, a ja przypomniałam sobie, jak urządziłam generalne sprzątanie, pozbyłam się wszelkich starych zabrudzeń…

Ale jeśli nawet takie sprzątanie jej nie satysfakcjonuje, to po co wystawiać mnie przed narzeczonym jak świnia? On też sam nie jest w stanie nawet zupa się rozgrzać! Czuję się okropnie, a jak gorzko by było widzieć tort w koszu na śmieci!

A tu już przyszedł mój ukochany. Wydaje się, że jego mama nadal go kręci wokół palca. I co teraz? Odmówić miłości? Czy całe życie denerwować się jego matką? Przecież jasne jest, że nie chodzi o sprzątanie…

On mówi, że będziemy żyć z nimi i oszczędzać na własne mieszkanie… Ale czuję, że będę oszczędzać na osobnym koncie, czyż nie…