Obiecałam mężowi, że będziemy mieli chłopca. Zobowiązał się, że kupi mi samochód, jeśli urodzę syna. Kiedy mąż przyszedł do szpitala, aby nas zabrać z noworodkiem, nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie…

Obiecałam Adamowi, że będziemy mieli chłopca. Obiecał mi, że kupi mi samochód, jeśli urodzę syna. Kiedy Sergiusz przyszedł do szpitala, żeby nas zabrać wraz z noworodkiem, nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie…

Przez trzy lata pragnęliśmy dziecka, i wreszcie udało się. Ciąża, problemy zdrowotne, wszystkie te trudności, i pełen nadziei wyraz twarzy Adama, kiedy opowiadał o tym, jak chce syna.

Często rozmawiał z moim brzuchem, mówił, jak będą razem łowić ryby, jak nauczy go grać w piłkę.

I co najważniejsze, na serio obiecał, że po narodzinach syna dostanę samochód. Samochód, którego od dawna pragnęłam. Marzyłam o nim od lat, zdałam nawet na prawo jazdy. I teraz taka okazja, żeby dostać ten wspaniały prezent.

Poszłam na badania prenatalne, trzymając kciuki, żeby to na pewno był chłopiec.

Ale badanie wykazało, że to dziewczynka. Nie było wątpliwości ani możliwości, żeby to jakoś inaczej zinterpretować. Wieczorem Adam wrócił z pracy, i od razu mu to powiedziałam. Powiedziałam: “Na pewno to chłopiec, lekarze nawet nie mieli wątpliwości”. Tęskniłam tak bardzo za tym samochodem, kto by to przewidział.

Minęło trochę czasu, pojechałam do szpitala, urodziłam córeczkę. Wszystko poszło dobrze, dziewczynka ważyła 3200 gramów i była zdrowa.

Na wyjście przyszedł Adam.

Kiedy go zobaczyłam, zaczęłam wszystko tłumaczyć, mówiąc, że błędy się zdarzają, nikt nie może zagwarantować dokładnej daty porodu itp. Ale on, jak tylko zobaczył córkę, prawie rozpłakał się z radości! Delikatnie wziął ją na ręce, traktując ją jak cenny klejnot, a jego uśmiech był najszczęśliwszy, jaki kiedykolwiek widziałam.

“Pamiętasz, chciałeś syna, a tu córka”, powiedziałam.

“A co za różnica?” odpowiedział. “Oto twoje kluczyki do nowego BMW. Będziesz mogła nią wozić naszą córkę na różne zajęcia i spacery”. I podał mi kluczyki do samochodu. Tak spełniło się moje marzenie.

A nasza córka, zresztą, jest “tatusiowa”. Lubi wspinać się na drzewa, grać w piłkę z tatą na podwórku. Jest zakochana w nim – bezgranicznie. On ją rozpieszcza, obdarowuje zabawkami, czyta jej książki na dobranoc.

A syn… Nad synem jeszcze “pracujemy”, kiedy układamy córkę spać.