Po zawarciu małżeństwa mój mąż zaczął okazywać swoje prawdziwe oblicze

Dlaczego w naszym społeczeństwie tak trudno jest się rozwieść z mężem, chyba że istnieje naprawdę ważny powód? Jaki to ważny powód? Przecież nie zwalniam się z pracy. Jeśli podjęłam taką decyzję, to na pewno nie czuję się dobrze w tym związku, źle mi w nim.

A po co być w związku, w którym czujesz się źle? Po co się samemu niszczyć? Dla kogo? Dla dzieci, które dorosną i zapytają, dlaczego mama była taka okropna, dlaczego niszczyła naszą psychikę toksycznymi relacjami z ojcem? Tego nie rozumiem. Ale z drugiej strony, moi rodzice mnie też nie rozumieją.

Po siedmiu latach małżeństwa zdecydowałam się na rozwód. Przez te wszystkie lata cierpiałam, wierzyłam, kochałam nawet. A potem w jednej chwili, jak zgasła zapałka, zgasła moja miłość, cierpliwość i wiara. Byłam zmęczona walką o siebie w związku, który po prostu mnie niszczył, niszczył moją osobowość.

Tak, pewnie miałam więcej szczęścia niż inne kobiety. Nigdy nie widziałam męża w pijackich wybrykach, nigdy go nie przyłapałam na zdradzie, a do tego zawsze miałam hasło do jego telefonu.

Nigdy nie podnosił na mnie ręki, ale zawsze bardzo na mnie psychicznie naciskał. Prawdopodobnie najlepszy okres naszego związku z Pawłem był na początku. Kiedy bał się, że mnie obrazi, przestraszy. Zawsze dawał mi prawo wyboru. Ale po ślubie nagle poczuł, że już nigdzie nie ucieknę, zwłaszcza po urodzeniu dziecka. I wtedy zaczął pokazywać swoje prawdziwe oblicze, tak jakby.

Zarabiał całkiem przyzwoicie, ale zawsze wszystko trzymał dla siebie. Żeby coś kupić w sklepie, musiałam mu tłumaczyć przez pół godziny, po co mi to, a potem musiałam złożyć raport, na co i ile wydałam pieniędzy. Boże broń, jeśli kupiłam coś, o czym nie mówiliśmy wcześniej.

Jeśli chodziło o jedzenie, to przez kilka miesięcy musiałam go przekonywać, że naszej córce potrzebny jest nowy kombinezon na zimę, bo stary już nie grzeje w ogóle. Na szczęście dał pieniądze. Nie myślcie, że potem nie zaczęłam pracować, też zarabiałam, a on zaczął wkładać swoje ręce do mojej kieszeni.

Z jakiegoś powodu musiałam mu składać raport, ile zarobiłam i na co wydałam. To zaczęło mnie denerwować. Przy planowaniu remontu mieszkania liczyło się tylko jego zdanie. Powiedział o mnie, że nie mam gustu, więc nie będzie pytać mnie o zdanie.

Niemal codziennie mówił mi, jak jestem beznadziejna, zła i że oprócz niego nikt nie będzie mnie tolerować. Po prostu niszczył moją samoocenę, próbował mnie sprowadzić na samo dno.

Ból po fizycznym uszkodzeniu z czasem przeminie, ale ból moralny – prawdopodobnie nie. Natychmiast tracisz wiarę w siebie i swoje siły. Próbowałam naprawić nasze relacje, rozmawiać. Ale to nie miało sensu. I w końcu złożyłam pozew o rozwód. Wystarczyło – ile można było pożerać moją duszę łyżką deserową?

Zadzwoniłam do rodziców i powiedziałam im o tej decyzji. Poprosiłam, żeby dali mi schronienie na pewien czas. Wiecie, co odpowiedziała mi mama?

  • A gdzie twoje żelazne argumenty na rozwód? Twój mąż jest dobry, nie wydumaj czegoś. A jeśli się rozwiedziesz – nie przychodź do nas prosić o pomoc.

Tacy to moi rodzice. Czy to normalne? A niech to, najważniejsze, że teraz jestem wolna i spokojna.