Pojechałam na ślub mojej przyjaciółki – ledwie się nie rozpłakałam

Ja i Kasia byłyśmy przyjaciółkami od przedszkola. Razem bawiłyśmy się na podwórku, ponieważ mieszkałyśmy w tym samym bloku, poszłyśmy razem do szkoły i ukończyłyśmy ją razem. Nawet studiowałyśmy razem na tym samym uniwersytecie, choć na różnych wydziałach.

Ale potem, po ukończeniu uczelni, nasze życie potoczyło się w różne strony. Kasia została w naszym rodzinnym mieście, a ja po ukończeniu studiów języków obcych wyjechałam za granicę. To tam poznałam swojego męża Amerykanina i zostałam tam na stałe.

Minęło wiele lat, ale naszą przyjaźń z Kasią podtrzymywałyśmy dzięki mediom społecznościowym. Pewnego dnia napisała do mnie, że bardzo chciałaby, abym była na jej ślubie – wychodziła za swojego długoletniego przyjaciela Daniela. Oczywiście, bardzo się cieszyłam z jej szczęścia i nie mogłam przegapić takiej okazji. Kupiłam bilety, prezent ślubny i poleciałam do miasta mojego dzieciństwa, aby być z moją przyjaciółką.

Należy od razu zaznaczyć, że nie spodziewałam się rozczarowania. Okazało się jednak, że na druhną narzeczonej wybrano nie mnie, a jej koleżankę z pracy. Kasia była z nią zaprzyjaźniona przez kilka lat. Nic nie powiedziałam. Oczywiście, miałam gryzący ból w gardle, ale nie wyraziłam tego. A potem przyszła kolej na kolejne nieprzyjemności.

Najpierw zabrakło miejsca dla mnie w samochodzie młodej pary, aby jechać na urzędy i różne instytucje. Nie przewidzieli tego, więc połowę dnia spędziłam z nimi w taksówce. Potem toastmaster wielokrotnie wspominał, jak bliskie są przyjaciółki Kasia i jej koleżanka z pracy, sugerując, że nasza przyjaźń jest dawno miniona i tak naprawdę nic nie znaczy.

I wiecie co, przez ten wieczór chciałam wielokrotnie się rozpłakać. Ciągle czułam się tam zbędna. W gruncie rzeczy nie miałam z kim porozmawiać, choć jestem towarzyską osobą. Oczywiście, panna młoda nie raz skamieniła za stołem, widać było, że czuje się nieswojo z powodu tej sytuacji, ale to nic nie dało.

Wróciłam z powrotem za granicę z przygnębionymi uczuciami. Dla mnie nasza przyjaźń była nadal taka sama, mocna i niepodatna na wpływy lat i odległości. Dla Kasi okazała się kartką w przeczytanej książce. Oto taka była nasza przyjaźń.