Przyjaciel zapomniał wyłączyć telefon, i usłyszałem wszystko, co naprawdę myśli o mojej rodzinie…

Pewnego razu, przed weekendem, zadzwoniłem do swojego przyjaciela Jana, chciałem zaprosić go razem z jego żoną Marią na naszą działkę, żeby zrobić grill, porozmawiać i miło spędzić czas w miłym towarzystwie.

Jan z radością przyjął moje zaproszenie, przez pewien czas rozmawialiśmy przez telefon o szczegółach nadchodzącej wycieczki, potem, gdy rozmowa dobiegła końca, mój smartfon się zawiesił, a telefon mojego przyjaciela również nie został wyłączony, i usłyszałem, jak rozmawia z żoną o mnie i mojej rodzinie.

Nasi znajomi wypowiadali się o nas obiektywnie, nazywając mnie Adamem, a moją żonę Ewą, nasz dom na wsi uważali za stary rozpadający się budynek.

Dodatkowo krytykowali nas za to, że jesteśmy rodzicami czworga dzieci, nazywając nas głupimi i nieodpowiedzialnymi (Jan i Maria nie mieli dzieci). Potem zaczęli rozważać, jak można tanio kupić jedzenie, żeby jeść “na oszczędność”.

Mój pierwszy pomysł był taki, żeby odwołać nasze wspólne spotkanie na działce i przestać kontaktować się z tymi “przyjaciółmi”, ale po chwili zastanowienia, moja żona i ja postanowiliśmy ich przetestować i zachowywać się, jakby nic się nie stało, pozostawiając wszystko bez zmian.

W weekend, zgodnie z naszymi planami, Jan i Maria przyjechali do nas na działkę. Gdy zobaczyli nasze dzieci, obydwoje zaczęli się uśmiechać i bawić z nimi, udając, że bardzo kochają dzieci. Nam pozostało tylko zdumiewać się hipokryzją tych ludzi.

  • Dlaczego nie macie swoich dzieci? Czyżby wasz wiek już nadchodził, czy może macie problemy ze zdrowiem?
  • Nie spieszymy się, chcemy jeszcze trochę żyć dla siebie.
  • Dobra, przyznajcie się szczerze, pewnie myślicie, że w dzisiejszych czasach dzieci rodzą tylko głupcy i nieodpowiedzialni Adamowie z Ewami?

Usłyszawszy te słowa, nasi goście patrzyli na siebie ze zdziwieniem, ale milczeli.

Jan i Maria przywieźli ze sobą tanie puszki z rybami i pudełko cukierków.

  • Kupiliście ryby w promocji razem z cukierkami? – zapytałem ich. Jan odpowiedział coś niejasnego.
  • Przyjaciele, nic się nie stało, to wszystko jest zrozumiałe, obecnie ludzie oszczędzają, czasy są trudne – powiedziałem smutno do gości – ale zrozumcie nas, nasz dom jest zniszczony, w ogrodzie jest dużo pracy, potrzebujemy pomocy. Z nami robicie posiłek, a od was oczekujemy pomocy w gospodarstwie. Chodźmy, pokażę wam, gdzie przechowujemy narzędzia ogrodowe.

Na początku Jan i Maria myśleli, że to żart, ale nie ustępowałem od mojej propozycji pomocy w ogrodzie i dokładnie opisałem im zakres prac.

Równocześnie zajmowałem się przygotowaniem szaszłyków, pokazując całym moim wyglądem, że nie potrzebujemy pomocy Jana. Po chwili wahania, nasi goście znaleźli jakąś wymówkę i, powołując się na pilne sprawy, wyjechali z powrotem do miasta, nie poczęstowawszy się posiłkiem.

Nigdy nie dowiedziałem się, czy podejrzewali, że podsłuchałem ich rozmowę przez telefon, ale od tamtej pory nie utrzymywaliśmy kontaktu.