Rodzicielstwo to nie “pomaganie żonie”, ale bycie rodzicem swojego dziecka. I oto dlaczego…

“Zawsze wydawało mi się, że stanowisko “opieka nad dzieckiem to sprawa kobiet” jest głównie rozpowszechnione na Ukrainie i sąsiednich krajach, ale niedawno natknąłem się na tekst Clinta Edwardsa, ojca trójki dzieci, który napisał o tym, że nie trzeba stawiać nieruchomych pomników ojcom, aktywnie zaangażowanym w wychowanie potomstwa”…

Edwards opowiedział, że pewnego dnia, wczesnym rankiem, przygotowując się do pracy, powiedział żonie coś w rodzaju:

“Powinnaś być mi wdzięczna, że wstaję do dziecka w nocy, większość rodziców tego nie robi”.

Na co żona poradziła mu więcej takich słów nie wypowiadać.

“Ponieważ z twoich słów wynika, że uważasz się za wyżej postawionego. Że powinnam całować cię w d*pę za każdym razem, gdy wstajesz w nocy. Ale w ogóle to twoje dziecko też”, powiedziała mu.

On się zdenerwował i milcząco pojechał do pracy – jak przyznał wielodzietny ojciec, nie zaczął odpowiadać żonie, żeby nie mówić za dużo. Po drodze do biura zrozumiał, że musi zmienić swoje podejście do pomocy żonie. Stopniowo przestał się porównywać do swoich przyjaciół, wielu z których nie uczestniczyło w opiece nad dziećmi, i ostatecznie przyjął dla siebie postawę: “Nie jestem pomocnikiem, jestem ojcem”. Szczęśliwe zakończenie.

Ale w większości rodzin – nawet nowoczesnych, nawet postępowych i młodych – rodzice nadal uważają siebie za superbohaterów po tym, jak raz w tygodniu zmienią brudną pieluchę. Co więcej, tak uważają również ich żony, przyjaciele i rodzina. “Dobrze się stara, pomaga!” – chwalą ich, jakby mieli trzy lata.

“Nasz tata jest bardzo zmęczony pracą, więc nie przeszkadzamy mu” – to bardzo popularne hasło wśród młodych rodziców. Brzmi tak, jakby chodziło o nieszczęśliwe dziecko, a nie dorosłą osobę, dla której zmęczenie jest normalnym życiem.

“Aby nie przeszkadzać tacie, śpimy oddzielnie od dziecka, w innym pokoju” – mówią kobiety, dziwnym trafem nie uważając swoich mężów za pełnoprawnych (i odpowiedzialnych) rodziców swoich dzieci.

“Ale pomaga nam w weekendy” – odpowiadają młode mamy, które żyją z mężami przez siedem dni w tygodniu. Ale dlaczego? Za co? Za to, że cały tydzień spokojnie spał, odpoczywał po pracy i jadł smaczne jedzenie? Za to, że może nawet kilka razy umył naczynia?

Ale ojcem mężczyzna staje się nie wtedy, gdy ma na to czas lub ochotę, nie wtedy, gdy wstaje do dziecka w nocy (żeby wziąć je z łóżeczka, przekazać matce i od razu zasnąć w martwym śnie) i nie wtedy, gdy mu to wygodnie. Nie da się tego zrobić, ale rodzicielstwo, tak samo jak macierzyństwo, to praca na całodobowym dyżurze.

Więc przestańmy chwalić rodziców, którzy wstają w nocy, bawią się, kąpią, karmią, zabawiają i robią to samo, co matka. Szczególnie na początkowych etapach rodzicielstwa, kiedy model współdziałania z dzieckiem dopiero się kształtuje. Nie ma żadnej specjalnej pracy kobiecej, poza karmieniem piersią, i wszystko, co dotyczy opieki nad dzieckiem, jest sprawą dla obojga.

Wiecie, są takie koszulki dla rodziców, na których napisane jest: “Nie opiekuję się dzieckiem, jestem jego rodzicem!”? Tak, właśnie tę mantrę powinniśmy uczynić międzynarodowym hasłem rodzicielstwa.

Ponieważ “jakiś bohater, pomaga!” – to po prostu wstyd.