Teresa szła ulicą i wszedł na podwórko swojego dzieciństwa. Poczuła takie ciepło w sercu, jakby wszystkie problemy życia ją opuściły

Teresa szła ulicą, nie wiedząc, dokąd zmierza. W mieście nastała wiosna – śnieg stopniał, na drzewach pojawiły się małe listki, a niebo było błękitne. Chmury leniwie przesuwały się po niebie. Jednak Teresa nie zwracała uwagi na to wszystko, skupiała się na swoich smutnych i niepokojących myślach.

W jej życiu pojawiło się wiele problemów. Kredyt nie został jeszcze spłacony, a w pracy zapowiadają zwolnienia. Jest pewne, że zostanie zwolniona. Jej dzieci już są dorosłe. Syn nie może znaleźć pracy i większość czasu spędza przy komputerze. Córka rozwiodła się i zamieszkała z matką. Ona również ma kłopoty ze znalezieniem pracy i potrzebuje pieniędzy na wizytę u dentysty. Skąd je wziąć?

Teresa znalazła się obok dwupiętrowych domów, które niedługo zostaną zburzone. Mieszkała tu jako dziecko! Tam, na obrzeżach, była podwórka, na których bawiła się jako dziecko.

Mówią, że kiedy dorasta się, wszystko wydaje się mniejsze. To nieprawda. Stare topole wciąż tu stoją – ogromne! Te same ławki są na miejscu. Na ławkach siedzą starsi ludzie w kurtkach i szalikach. Na środku podwórka stoi okrągła karuzela z żelaznymi bokami. A na asfalcie dzieci rysują grę w klasy.

Maria z drugiego domu podeszła do Teresy. Ania przybiegła, rajstopy jak zwykle zebrane w fałdy. Założyła czeszki, żeby szybciej skakać. Przyszła też ruda Marta. I wszyscy zaczęli się bawić.

Teresa dołączyła do dziewczyn w grę w klasy. A chłopcy puszczali łódki w wielkie kałuże. Michał, Andrzej, Adam w czapce z pomponem. Wszyscy hałasowali i świetnie się bawili. A podwórkowy pies Tofik skakał i szczekał, radosny pies. Wszyscy go kochali. I wszędzie były lepkie pąki topoli, pachniało żywicą.

Graliśmy w różne zabawy, zabawne i przyjazne. Potem usiedli na ławce i rozmawiali. Marta dała Teresie garść cukierków montpasier i podzieliła się lizakami. I powiedziała, że kiedy dzieje się źle, to trzeba trzy razy splunąć i odwrócić się. A kłopoty znikną.

– Babcia mi to kiedyś powiedziała. I przekazałam ci w tajemnicy.

I wtedy matki zaczęły wołać swoje dzieci do domu przez okna. A dzieci szły jedno za drugim… Teresa nie zauważyła, kiedy została sama na ławce. Niebo zaciemniało się, a gwiazdy na niebie zaczęły migać.

Teresa obudziła się. Musiała być tak zmęczona, że zasnęła na ławce. To było trochę zaskakujące. Domy zostały opuszczone dawno temu, z dziurami zamiast okien i brakującymi drzwiami. Na podwórku nie rosły już topole, a stosy śmieci zniknęły. Pozostała tylko ta krzywa, stara ławka…

Ale z jakiegoś powodu czuła się w dobrym nastroju. Być może sen pomógł. Musiała jak najszybciej wrócić do domu! Teresa szła szybko, bardzo szybko! Złapała jeszcze ostatni tramwaj. Kiedy wróciła do domu, rozejrzała się, czy nikt nie patrzy. Potem splunęła trzy razy przez ramię i obróciła się na jednej nodze, jak w dzieciństwie. Chciała uciec od kłopotów…

Sen był tak realistyczny, jakby był prawdziwy. Teresa jednak nie zaczęła go opowiadać. To były tylko wspomnienia z dzieciństwa. A to, że rano w kieszeni płaszcza znalazła garść posklejanych kolorowych lizaków, to pewnie ktoś jej je tam włożył. Tak, dla żartu. Wszystko się zdarza.

Ale od tego dnia życie zaczęło się stopniowo poprawiać. Powoli, małymi kroczkami. Córka znalazła dobrą pracę i poznała porządnego mężczyznę. Syn został zaproszony przez kolegę z klasy do pracy w serwisie samochodowym. Udało im się spłacić kredyt.

Teresa wzięła z antresoli gruby album ze zdjęciami. Czarno-białe, stare, kruche, z pożółkłymi brzegami… A na tych zdjęciach uśmiechały się bezzębne buźki sześciolatków, jej przyjaciół z dzieciństwa: Maria, Marta, Anna, Adam, Michał, Andrzej…