Wypędziłam syna i synową. Życie stało się nie do zniesienia!

Istnieje wiele historii o złych teściach. Jednak dziewczyny, które opowiadają te historie, często nie zdają sobie sprawy, że w danej sytuacji są często winne same.

Wychowywałam syna sama. Mąż odszedł od nas, gdy syn miał pięć lat. Trudno opisać, jakie to było trudne. Ale sobie poradziłam. Na szczęście syn od dzieciństwa był samodzielnym i odpowiedzialnym dzieckiem.

Kiedy zdecydował się żyć razem ze swoją dziewczyną, Anią, nie przeszkadzałam. Zdecydowali, i tak jest. To jego związek, ma głowę na karku. Jeśli ta dziewczyna mu odpowiada, to mi pozostaje tylko ją zaakceptować.

Po roku życia razem Ania zaczęła mówić o ślubie. Chciała tradycyjnego wesela, z wieloma gośćmi, drogą suknią, limuzyną i oczywiście podróżą poślubną.

Ale syn powiedział nie. Nie zarobił na takie wesele, a branie kredytu na jednorazową suknię i karmienie wielu jej mało znanych ludzi nie wchodziło w grę.

Ania, oczywiście, obraziła się, nawet próbowała wywołać skandal, ale nic z tego nie wyszło. Ostatecznie zgodziła się po prostu na ślub cywilny i uczczenie tego wydarzenia w gronie najbliższych.

Trochę jeszcze mieszkali w wynajmowanych mieszkaniach, a potem zaczęli prosić o możliwość zamieszkania u mnie. Powodem miało być to, że w tym czasie zbierają pieniądze na swoje własne mieszkanie.

Mam dwupokojowe mieszkanie. W małym pokoju mieszkałem ja, a w dużym pokojowych mieszkała młodzi, gdzie Ania natychmiast zaczęła ustalać swoje zasady. Przenosiła meble według własnego uznania, przemalowywała ściany, a niektóre moje rzeczy przeniosła do garażu.

Tak żyliśmy razem przez pół roku, do moich urodzin. Miałam jubileusz, i postanowiłam go uczcić w domu, z rodziną i przyjaciółmi.

Postanowiłam zorganizować stół w dużym pokoju, ale spotkałam się z oporem ze strony Ani. Stwierdziła, że to ich pokój, i że nie mam prawa tam wchodzić, a tym bardziej wprowadzać gości, ponieważ tam są jej rzeczy. Wywiązał się ogromny skandal! Ale ostateczne słowo należało do mnie.

W dniu moich urodzin Ania była bardzo ponura. Odmówiła pomocy w przygotowaniach i zachowywała się tak, jakby była obrażona. Podczas obchodów rozmowa zeszła na przyszłość i to, kiedy planują mieć dzieci.

I co się stało! Ania stwierdziła, że z taką teściową jak ja, nie ma mowy o dzieciach. Twierdziła, że nie otrzymuje ode mnie żadnej pomocy, że nawet nie mogła uczciwie świętować swojego ślubu, bo ja nie chciałam im pomóc.

Chociaż ja w ogóle nie rozumiem, co to ma do rzeczy. Syn sam podjął decyzję, i prawie w ogóle nie rozmawialiśmy na ten temat.

Ogólnie rzecz biorąc, następnego dnia powiedziałam synowi, że nie będą żyć ze mną! Mieli tydzień na znalezienie nowego mieszkania. Spokojnie to przyjął. Znalazł mieszkanie, spakowali swoje rzeczy i, wziąwszy żonę, szybko się wynieśli.

Teraz syn często nocuje u mnie i coraz częściej prowadzi rozmowy o rozwodzie. Ania, bardzo obrażona, pisze na portalach społecznościowych moim znajomym, że jestem zła. Że wyrzuciłam ich na ulicę, i że to przez mnie ich małżeństwo się rozpada.

Teraz sami zastanówcie się, kto ma rację, a kto nie.