Andrzej ciężko pracował przez cały rok i marzył o spędzeniu wakacji w samotności, bez żony i dzieci. Jednak jego matka zdecydowała inaczej

Tydzień przed wyjazdem Andrzej powiedział żonie, że należy mu się miesiąc prawdziwego spokoju. Bo miniony rok całkowicie go wyczerpał. A on marzy nie tylko o odpoczynku, ale o samotności. Tylko to może go uratować i przywrócić smak życia. Dlatego tym razem jedzie na wakacje sam. Bilety zostały już kupione. Lot jest za tydzień.

Anna próbowała protestować, bo była zmęczona i chciała odpocząć, ale Andrzej nie wziął jej słów na poważnie. Nie rozumiał, jak kobieta, która nigdzie nie pracuje i całymi dniami przesiaduje w domu, zajmując się dziećmi i domem, może być zmęczona.

Andrzejowi wydawało się śmieszne, że jego żona też chce jechać na wakacje. Jakie wakacje? Andrzej nawet nie roztrząsał tego głupiego w jego mniemaniu tematu, tylko wrócił do najważniejszej sprawy – swojego rychłego wyjazdu na cały miesiąc.

Miał wiele do powiedzenia żonie, zanim wyjedzie na tak długo i zostawi ją i małe dzieci (jedno siedmioletnie, drugie pięcioletnie) za sobą. Andrzej zażądał więc od Anny, by nie rozpraszała go już bzdurami, tylko skupiła się na tym, co najważniejsze i uważnie słuchała. Inaczej zapomniałby o czymś ważnym. Czegoś bardzo ważnego. A potem by się tym martwił.

Na początek Andrzej uspokoił Annę, mówiąc, że będzie się dobrze zachowywał na wakacjach, żadnych bzdur. Nie będzie się oglądał za innymi kobietami. I że nie musi się o to martwić.

Anna ze złością odpowiedziała, że się nie martwi i że może patrzeć na kogo chce, a jej to nie obchodzi. Ale Andrzej jej nie słuchał.

Potem nalegał, żeby Ania też się dobrze zachowywała. Żeby nie musiał się martwić. I żeby po powrocie nie musiał się za nią rumienić przed sąsiadami, przyjaciółmi i znajomymi. Bo on zna kobiety. Gdy tylko poczują odrobinę wolności, zaczynają robić różne głupie rzeczy, których później oczywiście żałują i nie da się tego naprawić, bo jest już za późno.

I na koniec najważniejsze. Żeby Annie się nie nudziło, żeby nie było jej tak ciężko samej z dziećmi i żeby ktoś się nią opiekował, Andrzej poprosił Teresę, żeby zamieszkała z Anną. Tereza jest mamą Andrzeja.

Anna zapytała, po co jej Teresa. Andrzej odpowiedział, że tak trzeba. Bo tak będzie lepiej dla wszystkich. Jednak od razu ostrzegł Annę, żeby nie oczekiwała szczególnej pomocy od Teresy. Ponieważ Teresa jest już w podeszłym wieku. Przecież przyjedzie do Anny nie jako służąca, ale jako honorowy gość. I Anna od razu powinna sobie uświadomić, co z tego wynika.

Kiedy Anna zapytała, po co w ogóle Teresa jest tu potrzebna? Andrzej spojrzał na żonę ze zdziwieniem i odpowiedział, że to na wszelki wypadek. A dodatkowa osoba w domu nigdy nie zaszkodzi. I czułby się swobodniej.

Andrzej uprzedził, że będzie dzwonił do Anny codziennie. Czasem nawet w nocy! I żeby zawsze była w kontakcie, żeby nie martwił się o nią i dzieci.

Za to wszystko Andrzej obiecał Annie, że wróci za miesiąc jako zupełnie inna osoba. A Anna go nie pozna.

Obiecał, że znów stanie się spokojnym, miłym, słodkim, czułym, opiekuńczym, ostrożnym, pewnym siebie człowiekiem. Stanie się mężczyzną, którego Anna znała przed ślubem, kiedy dopiero się poznali.

Andrzej powiedział coś jeszcze. Muszę sobie tylko przypomnieć, co to było. A tak. Ostrzegł, że Tereza pewnie będzie miała jakieś prośby czy życzenia. Więc chce, żeby Anna zrobiła wszystko, o co poprosi Tereza. Bo ona (w wieku 47 lat) nie ma już tyle radości w życiu, jak mogłoby się niektórym wydawać. A drobne prośby czy życzenia to teraz jedyne, co jej pozostało.

To chyba wszystko, co Andrzej chciał powiedzieć o tym, co najważniejsze. A tak, było sporo o tym, jakie filmy lubi Tereza i jaką kuchnię preferuje.

Minął tydzień i nadszedł dzień wyjazdu. Przyjechała Tereza. Cała rodzina wyszła na zewnątrz, aby odprowadzić Andrzeja do taksówki. Długo machali za nim, aż samochód zniknął za rogiem.

Potem Tereza spojrzała na zegarek i powiedziała, że chyba już czas, aby oni też się szykowali. Anna powiedziała, że wszystko ma przygotowane.

Andrzej spędził następny poranek na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Właśnie wyszedł z wody i rozejrzał się dookoła. Niedaleko zauważył ładną brunetkę, a obok niej blondynkę. Patrzyły na niego i pokazywały mu całym ciałem, że nie miałyby nic przeciwko poznaniu go trochę lepiej.

Andrzej uśmiechnął się i podszedł do nich. Żeby się z nimi spotkać. Zanim jednak zdążył zrobić kilka kroków, usłyszał znajomy radosny krzyk swoich dzieci (najstarsze miało siedem lat, a najmłodsze pięć).

Odwróciwszy się, Ihor zobaczył nie tylko je, z twarzami wykrzywionymi szczęściem, ale także swoją żonę i matkę.

Andrzej spojrzał surowo na Annę i już miał zadać jej kilka pytań. Ale nie miał czasu.

Tereza wyjaśniła, że Anna nie ma z tym nic wspólnego. To była jej chęć wypoczynku nad morzem. Po raz kolejny przypomniała synowi, że w jej wieku nie ma wielu życzeń. O koszty też nie musiał się martwić. Ona też za wszystko zapłaciła.

Anna pospiesznie zapewniła męża, że choć spełniła życzenie Teresy, nikt nie będzie zakłócał jego prywatności. Ponieważ mieszkają w tym samym hotelu co on i na tym samym piętrze, ale mają własne pokoje.

Anna przypomniała też dzieciom, że nie powinny zakłócać ojcu odpoczynku, gdy są na morzu. W tym celu nie muszą prosić go o pozwolenie, jeśli czegoś chcą. Wystarczy, że poproszą mamę lub babcię. Dzieci były zachwycone tą wiadomością i w ciągu minuty zapomniały, że mają ojca.

Andrzej usiadł na leżaku i ze smutkiem patrzył, jak dwadzieścia metrów dalej Anna i Teresa, również siedzące na leżakach, słodko o czymś rozmawiają, od czasu do czasu rzucając w jego stronę kpiące spojrzenia.

Patrząc w drugą stronę, widział te same spojrzenia brunetki i blondynki.

Andrzej rozejrzał się dookoła. Wydawało mu się, że wszyscy na plaży patrzą teraz na niego kpiąco. Zdał sobie sprawę, że jego wakacje legły w gruzach. Nie o takiej samotności marzył przez cały rok. Nie o takiej samotności!