Czego oczekiwał mój mąż, kiedy się ze mną rozwodził, że odejdę z dziećmi? Nie, kochanie, nie mam ich dokąd zabrać, to także twoje dzieci

Mąż zrobił aferę, zamieszanie. Bo okazało się, że rozwód to nie nowe życie od zera, gdy ma się łatwe alimenty, ale poważne problemy, gdy dzieci zostają przy sobie.

Ale sam się o te problemy prosił. To on zdecydował, że powinniśmy się rozstać i złożył pozew o rozwód. A ja nie błagałam, nie leżałam u jego stóp i nie płakałam.

Spakowałam swoje rzeczy i opuściłam jego mieszkanie, tak jak zażądał. Ale dzieci zostały z nim, bo nie mam dokąd ich zabrać.

Nie mam własnego mieszkania, jestem bezrobotna i mieszkam w jednopokojowym mieszkaniu z matką. Gdzie indziej znajdę miejsce dla dwójki dzieci? Kocham je, nie chcę, żeby czuły się źle. Są już przyzwyczajone do własnego pokoju, własnych zabawek, a w pobliżu mamy przedszkole.Teraz szukam pracy, żeby zaoszczędzić na kredyt hipoteczny.

Jestem zamężna od siedmiu lat i mamy dwójkę dzieci. Jedno ma teraz cztery lata, a drugie wkrótce skończy dwa. Z pierwszym dzieckiem poszłam na urlop macierzyński, a potem urodziło się drugie dziecko i mój urlop macierzyński został przedłużony.

W tym czasie moja firma przeszła reorganizację. Wyglądało to tak, jakby przestała istnieć, ale powstała nowa, do której dołączyli prawie wszyscy pracownicy. Zostałam tylko ja, bo kto potrzebował takiego pracownika?

Zostałam więc w domu, zajmując się domem i dziećmi. Już podczas drugiego urlopu macierzyńskiego moje relacje z mężem stały się napięte, choć to on nalegał na drugie dziecko.

Stał się drażliwy, wracał późno do domu, ciągle z kimś pisał, gdzieś podróżował. Podejrzewałam, że nie ma to nic wspólnego z pracą.

Kilka razy chciałam szczerze porozmawiać z mężem, ale zaczynał krzyczeć i wariować, więc nic z tego nie wyszło. To był po prostu skandal. A potem nagle przyszedł i powiedział, że się rozwodzimy, więc musiałam spakować rzeczy i się wyprowadzić.

Dokąd miałabym pójść z dwójką dzieci i bez pracy? Dzieci nie chodzą do przedszkola, nie mam poduszki powietrznej i nie mam dokąd pójść, z wyjątkiem mojej matki, ale ona mieszka w jednopokojowym mieszkaniu, a dacza nie nadaje się do długoterminowego życia z dziećmi. Nie ma ani normalnej bieżącej wody, ani kanalizacji, zdarzają się przerwy w dostawie prądu.

Mój mąż zniknął na trzy dni, abym mogła się spakować i opuścić jego mieszkanie. Zebrałam myśli i podjęłam jedyną możliwą decyzję. Wyprowadziłam się, ale dzieci zostały.

Mój mąż wrócił do pustego mieszkania, ponieważ zabrałam dzieci ze sobą, kiedy przenosiłam swoje rzeczy. Ale tego samego wieczoru wróciłam i oddałam dzieci mężowi.

Jego twarz szybko zmieniła się z zadowolonej w zszokowaną i oburzoną. Oczekiwał, że zabiorę dzieci z powrotem. Zabrałabym je. Ale gdzie miałabym je zabrać? I jak mielibyśmy żyć?

Będę szukała pracy, będę szukała mieszkania, po co mam wozić dzieci z miejsca na miejsce? Muszą chodzić do przedszkola, a ja jestem w takiej sytuacji, że nie mam na to czasu.

Mój mąż krzyczał, oburzał się, żądał, ale ja nie zmieniłam zdania. Naprawdę nie mam gdzie zabierać dzieci i czym ich karmić. Nawet jeśli mój mąż złoży pozew, dzieci na pewno zostaną z ojcem.

Oczywiście, że je zabiorę, ale do tego muszę zorganizować sobie życie, a mężowi dać do zrozumienia, że każde działanie ma swoje konsekwencje.