„Czy mogę tu mieszkać? Czy to naprawdę mój dom?” – takie były łzy szczęścia mojej teściowej

Który ojciec nie marzy o wychowaniu dziecka, które będzie udane, uczciwe i przede wszystkim wdzięczne? Jednak nawet u najlepszych ludzi czasem wyrastają niewdzięczne dzieci. Trudno powiedzieć, dlaczego przy takim samym wychowaniu ludzie są zupełnie różni. Dotyczy to także stosunku do rodziców.

Dziś opowiemy historię, w której splatają się chciwość, niewdzięczność i poświęcenie. Przypadek, kiedy dzieci odsyłają rodziców do schroniska, co niestety nie jest już takie rzadkie w naszych czasach. Niemniej jednak nasza opowieść ma niezwykłe zakończenie.

Moja teściowa Anna Stepanovna to bardzo skromna i czuła kobieta. Dlatego, kiedy jej córka Magdalena poprosiła o podział mieszkania, życzliwa emerytka nie podejrzewała żadnych ukrytych intencji i zgodziła się. Trudno było uwierzyć, że ukochana córka posunie się do oszustwa i zostawi matkę na ulicy, ale tak właśnie się stało.

Moje stosunki z teściową były doskonałe, i ja i mój mąż zdecydowaliśmy, że Anna Stepanovna będzie mieszkać u nas – nie mogliśmy pozostawić jej na ulicy. Ale jeśli ani mnie, ani mojej żonie towarzystwo matki nie przeszkadzało, to teściowa czuła się nieswojo: „Tak mi jakoś niewygodnie, że siedzę wam na głowie. Przecież macie rodzinę…”

Oszczędzając swoją skromną emeryturę, za każdym razem starała się wręczyć mi kopertę z pieniędzmi – na jedzenie czy opłacenie rachunków. Chociaż ja i mój mąż wcale nie byliśmy w złej sytuacji finansowej – oboje mieliśmy pracę. A zabieranie pieniędzy od bliskiej osoby wydawało się nam niewłaściwe.

Kiedy my przez cały dzień byliśmy zajęci pracą, wydawało się, że Anna Stepanovna jedynie przysparzała nam problemów: sprzątała i czyściła wszystko. Nie można powiedzieć, że była wielką zwolenniczką porządku, ale w ten sposób próbowała nas obdarować i podziękować. Ja próbowałem ją przekonywać, że to niepotrzebne i że nie powinna siebie uciążliwiać, bo w domu i tak jest czysto. Ale powtarzała to samo.

Nawet do toalety Anna Stepanovna starała się chodzić jak najrzadziej. I kiedy wszyscy byliśmy w domu, cierpiała do ostatniej chwili, ale to było nie do zaakceptowania dla kobiety w jej wieku. Rozmowy na ten temat nie prowadziły nigdzie.

„Jestem tu gościem i zachowuję się jak gość” – upierała się, ściskając usta.

Tak długo to nie mogło trwać, i w końcu zdecydowaliśmy się przenieść mamę. Sami mieszkamy na przedmieściach, a w okolicy było kilka osiedli. Na jednym z nich znaleźliśmy odpowiednią działkę – miała dom z kanalizacją, ogrzewaniem gazowym, wodociągami i niewielkim terenem 4 arów.

Cena była całkowicie rozsądna: część pieniędzy mieliśmy, część musieliśmy pożyczyć. Po konsultacji z mężem postanowiliśmy, że to właśnie zrobimy.

Teściowa długo nie mogła uwierzyć w zakup. Przy przeprowadzce wydawało się, że z trudem powstrzymuje łzy radości i, zdaje się, nawet podskakuje z niecierpliwości, przytulając się do męża lub mnie: „Czy to dla mnie? Mój dom? Będę miała swój własny dom?”

Pomogliśmy jej przenieść rzeczy i Anna Stepanovna zaczęła zwiedzać swoją nową własność. „Tak, tu zasadzę kwiatki, a tu poziomki. Gotuję tak pyszne dżemy, że palce lizać!” – mówiła.

Zostawiliśmy mamę samą sobie z przyjemnymi obowiązkami, wcześniej rozstawiając meble na jej życzenie i porządkując jej rzeczy. Ona, zdaje się, już po raz setny dziękowała nam i prosiła, żebyśmy przyjeżdżali częściej w odwiedziny.

Działkę zdecydowaliśmy się z mężem zarejestrować na jego nazwisko.

„To będzie właściwe. A jeszcze Magda, pewnie, przyjedzie i swoją część będzie chciała” – powiedziała, uśmiechając się.

I to była nasza decyzja.

Córka dowiedziała się o nowym lokum matki po trzech miesiącach i pośpieszyła ją odwiedzić. Okazało się, że córka zmieniła zdanie i przyjechała, żeby ją odwiedzić, przywiozła swoją córkę i próbowała załapać się na dziedziczenie. Początkowo Magdalena nawet myślała o zamieszkaniu u matki, ale w tak małym domu trudno było pomieścić trzy osoby.

Mówią, że matka nigdy nie odmówi swojemu dziecku, nawet jeśli je zdradzi. Anna Stepanovna cieszyła się wizytami córki i chętnie spędzała czas z wnuczką. Ale gdy „kochająca córka” dowiedziała się, że dom nie jest zarejestrowany na matkę i nie da się już jej niczego wydobyć od rodziny, to zniknęła tak szybko, jak się pojawiła.

Natomiast moja dobra teściowa, Anna Stepanovna, rozkwitła w przyjemnych zajęciach: pielęgnowała kwiaty, zwalczała chwasty, dbała o ogród. W swoim domu i na świeżym powietrzu mama po prostu ożyła.

Nie mogę nie powiedzieć, że moja teściowa to wspaniała kobieta. Nie słyszałem od niej ani razu złego słowa. Ale to właśnie tacy wspaniali ludzie najczęściej cierpią z powodu ludzkiej obłudy i podłości, czasem nawet ze strony najbliższych.

My z mężem, zgodnie z naszymi możliwościami, postaraliśmy się odwdzięczyć Annie Stepanovnej. I kiedy widzimy, jak z zapałem opiekuje się swoim gospodarstwem i przyjmuje gości w swoim domu, cieszymy się, że postąpiliśmy słusznie i sprawiliśmy mamie szczęście.