Jestem zmęczona zdradami mojego męża. Poszłam prosić o pomoc swoją teściową – nie widzę innej opcji

Niedawno byłam najszczęśliwszą osobą na świecie i unosiłam się na skrzydłach miłości. Wreszcie oficjalnie zostaliśmy mężem i żoną. On zawsze dbał o mnie i był bardzo troskliwy wobec moich uczuć i pragnień.

Początek był niesamowicie piękny – uwaga, kwiaty, zaloty, komplementy – byłam zakochana po uszy. Wydawało się, że mam księcia na białym koniu, o którym wszyscy marzą. Ale to trwało bardzo krótko. Pierwszy rok był naprawdę dobry. Od razu po ślubie pojawiły się niewielkie spięcia, ale takie rzeczy zdarzają się w każdym związku. Ale potem…

Zaczęłam podejrzewać go o zdradę już w drugim roku małżeństwa. Faktycznie, byłam w tym pewna. Wszystko układało się jak w stereotypowej historii: zapach obcych perfum, ślady szminki na koszuli, nagłe wyjazdy, opóźnienia w pracy. Wszystko było standardowe i banalne. A najgorsze było to, że nawet nie starał się przed tym ukryć.

Po każdym kolejnym akcie zdrady starał się to wynagrodzić, obdarowując mnie prezentami. Drożymi prezentami. Luksusowymi: domem, samochodem, wakacjami, biżuterią…

Ale zaraz po tym, jak dowiedziałam się o zdradzie, zaczęłam się gapić na swoje działania. Byłam przerażona, wybuchłam złością, błąkałam się bez celu, zadawałam sobie pytania: może to przezemnie wszystko? Może to wina moja?

Próbowałam stawać się lepszą osobą, doskonalić siebie, kupowałam piękną bieliznę, zmieniając swój wygląd. Przecież miałam świetną figurę – co mogłoby być lepsze? Ale to było bezskuteczne. Nie osiągnęłam niczego tymi działaniami.

Złapałam się na myśli, że mogłabym odejść, zachowując swoje godność. Oczywiście, po klasycznym skandalu. Ale patrząc na to z boku, zrozumiałam, że nie osiągnę tym niczego. On nie uważał swojego zachowania za złe czy niemoralne. Myślał, że każdy prawdziwy mężczyzna powinien zachowywać się dokładnie w ten sposób, i nie przyczyniłbym się niczym do zmiany jego poglądów.

Przede wszystkim, świętego miejsca nie ma. Długo nie pozostanie sam, a moje miejsce wkrótce zostanie zająte przez kolejną faworytę. Mój mąż jest pożądanym kawalerem dla wielu samotnych panien.

I wtedy przyszła mi do głowy drastyczna myśl – jak ostatnia deska ratunku. Postanowiłam poprosić o pomoc swoją teściową. Ale powiedziała mi, że jedynym rozwiązaniem jest cicho czekać, aż się opamięta. Przecież właśnie w ten sposób żyła przez 35 lat z ojcem mojego męża i w rezultacie została obdarowana wieloma prezentami przez niego i jego dziecko. Czy może być coś lepszego i bardziej pożądanego?

Tak więc żyję od tamtej pory. Po prostu cieszę się bezstresowym życiem i dostatkiem. Dostaję to, czego chcę.

Matka mojego męża powiedziała jedno zdanie, które zmusiło mnie do przemyślenia wszystkiego od nowa: we wszystkim na świecie jest swoja cena. Za wszystko trzeba płacić. A ja płacę za swoje nieskończone cierpliwości. Za wszystko.

Mąż zdaje się zdawać sobie sprawę, że wiem o jego zdradach. I jest wdzięczny za moją brak reakcji, za to, że przymykam oko na jego figle. Jestem dla niego niezawodnym oparciem. Jestem dobrze wychowana, wykształcona, piękna i mogę stać się doskonałą matką jego dziedzica i spadkobierczyni jego imperium.

Być może ktoś mnie potępi. Ale na razie nie planuję mieć dzieci… Rozkoszuję się nadzieją, że albo się zmieni, albo spotkam kogoś bardziej godnego i mniej gorączkowego. Kto wie…