Kiedy moja córka wyszła za mąż, było mi jej bardzo żal, ponieważ mój zięć nie był bogaty, więc zaprosiłem ich, aby zamieszkali ze mną w moim mieszkaniu. Na początku wszystko było w porządku, ale potem dzieci zaczęły się zmieniać na moich oczach

Mam jedną córkę. Natalia wyrosła na piękną, miłą i posłuszną dziewczynę, z czego bardzo się cieszę. Po ukończeniu szkoły skończyła studia.

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak szybko minęły lata; moja córka szybko dorosła i usamodzielniła się.

Pewnego dnia Natalia wróciła do domu nie sama. Moja dorosła córka, zupełnie niespodziewanie dla mnie, przyprowadziła na spotkanie swojego narzeczonego.

Ma na imię Paweł. Wygląda na przystojnego faceta, przyjaznego i spokojnego, przynajmniej tak mi się wydawało.

Ogólnie rzecz biorąc, od razu polubiłam mojego przyszłego zięcia. Byłam bardzo szczęśliwa, że moja córka ma tak dobrego męża.

Dwa miesiące później cała rodzina świętowała ślub mojej córki.

Gdzie będą mieszkać nowożeńcy? Ta kwestia została ustalona jeszcze przed ślubem.

Sama nie mam tyle pieniędzy. Nie mam też pieniędzy na zakup nowego mieszkania dla córki. Rodzice Paweła też nie są bogaci. Mają jeszcze jednego dorastającego syna. Postanowiliśmy więc, że dzieci zamieszkają ze mną w moim mieszkaniu. W końcu oboje dopiero zaczęli pracować i nie mają wystarczająco dużo pieniędzy na wynajem mieszkania.

Na początku wszystko było w porządku, ale później niejednokrotnie żałowałam, że zgodziłam się, aby zamieszkali ze mną.

Byłam dla nich jak najemna pomoc. Pranie, sprzątanie, gotowanie, sprzątanie. Jakimś cudem cała praca spadła na moje barki.

Kiedy Natalia była w domu, trochę mi pomagała, ale rzadko. Dużo czasu poświęca pracy, bo chce awansu i lepszej pensji.

Paweł w ogóle ma wrażenie, że rodzice niczego go nie nauczyli, a prace domowe nie są dla niego.

Nie wie, jak wkręcić żarówkę czy naprawić kran i uważa, że to nie jego obowiązek. Ale z jakiegoś powodu chce, aby dom był czysty i pysznie ugotowany.

Po sześciu miesiącach takiego życia byłam bardzo zmęczona, bo miałam dużo pracy, bo dzieci mieszkały ze mną.

Gdybym mieszkała sama, miałabym o wiele mniej zmartwień.

I w poniedziałek zaproponowałam dzieciom, żeby poszukały mieszkania do wynajęcia, niech mieszkają osobno. Zwłaszcza, że Natalia dostała posadę z wyższą pensją, więc mogliby sami o siebie zadbać.

Moi bliscy potępiają mnie, gdy mówię, że chcę, aby córka i zięć się wyprowadzili, ponieważ ceny mieszkań są teraz bardzo wysokie, a ja dbam tylko o siebie.

Ale czy nie mam racji?

Mam jedną córkę. Natalia wyrosła na piękną, miłą i posłuszną dziewczynę, z czego bardzo się cieszę. Po ukończeniu szkoły skończyła studia.

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak szybko minęły lata; moja córka szybko dorosła i usamodzielniła się.

Pewnego dnia Natalia wróciła do domu nie sama. Moja dorosła córka, zupełnie niespodziewanie dla mnie, przyprowadziła na spotkanie swojego narzeczonego.

Ma na imię Paweł. Wygląda na przystojnego faceta, przyjaznego i spokojnego, przynajmniej tak mi się wydawało.

Ogólnie rzecz biorąc, od razu polubiłam mojego przyszłego zięcia. Byłam bardzo szczęśliwa, że moja córka ma tak dobrego męża.

Dwa miesiące później cała rodzina świętowała ślub mojej córki.

Gdzie będą mieszkać nowożeńcy? Ta kwestia została ustalona jeszcze przed ślubem.

Sama nie mam tyle pieniędzy. Nie mam też pieniędzy na zakup nowego mieszkania dla córki. Rodzice Paweła też nie są bogaci. Mają jeszcze jednego dorastającego syna. Postanowiliśmy więc, że dzieci zamieszkają ze mną w moim mieszkaniu. W końcu oboje dopiero zaczęli pracować i nie mają wystarczająco dużo pieniędzy na wynajem mieszkania.

Na początku wszystko było w porządku, ale później niejednokrotnie żałowałam, że zgodziłam się, aby zamieszkali ze mną.

Byłam dla nich jak najemna pomoc. Pranie, sprzątanie, gotowanie, sprzątanie. Jakimś cudem cała praca spadła na moje barki.

Kiedy Natalia była w domu, trochę mi pomagała, ale rzadko. Dużo czasu poświęca pracy, bo chce awansu i lepszej pensji.

Paweł w ogóle ma wrażenie, że rodzice niczego go nie nauczyli, a prace domowe nie są dla niego.

Nie wie, jak wkręcić żarówkę czy naprawić kran i uważa, że to nie jego obowiązek. Ale z jakiegoś powodu chce, aby dom był czysty i pysznie ugotowany.

Po sześciu miesiącach takiego życia byłam bardzo zmęczona, bo miałam dużo pracy, bo dzieci mieszkały ze mną.

Gdybym mieszkała sama, miałabym o wiele mniej zmartwień.

I w poniedziałek zaproponowałam dzieciom, żeby poszukały mieszkania do wynajęcia, niech mieszkają osobno. Zwłaszcza, że Natalia dostała posadę z wyższą pensją, więc mogliby sami o siebie zadbać.

Moi bliscy potępiają mnie, gdy mówię, że chcę, aby córka i zięć się wyprowadzili, ponieważ ceny mieszkań są teraz bardzo wysokie, a ja dbam tylko o siebie.

Ale czy nie mam racji?