Kiedy potrzebowałam pieniędzy, zwróciłam się o pomoc do rodziców i siostry, ale nic od nich nie dostałam. Moi rodzice powiedzieli, że gdybym potrzebowała pomocy, to byłoby inaczej, ale mój mąż ma rodziców, więc niech się nad tym zastanowią

W trudnej sytuacji nie wsparli mnie ani rodzice, ani siostra, co pokazało ich prawdziwy stosunek do mnie.

Mam starszą siostrę, Marię, i dzieli nas 10 lat różnicy: ja mam 26, a ona 36.

Wyszła za mąż jako pierwsza, a nasi rodzice w pośpiechu zapewnili jej wszystko, co mogli – zorganizowali wytworne wesele na własny koszt, podarowali jej mieszkanie mojej babci, a nawet natychmiast je jej przepisali.

A kiedy ja wyszłam za mąż, nie było ani wesela, ani mieszkania, mieliśmy z mężem skromne wesele i zamieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu.

Od dawna mam wrażenie, że Maria jest ulubioną córką moich rodziców, ale tak nie jest.

Niedawno wydarzył się incydent, który tylko potwierdził moje przypuszczenia.

Mój mąż zachorował, a ja byłam zmuszona zwrócić się o pomoc do rodziców i siostry. Ale najbliższe mi osoby nie pomogły.

Mama powiedziała, że nie ma pieniędzy, a siostra, że niedawno kupiła samochód i wciąż spłaca długi, więc nie może mi pomóc.

Mimo że Maria jest moją rodziną, jest ode mnie odseparowana od tak dawna, że prawie nic o sobie nie wiemy. Żadnych wspólnych rodzinnych świąt, żadnych przyjaciół.

Moja matka nadal pomaga tylko mojej siostrze i wydaje się, że o mnie zapomniała. Opłacili studia mojej siostry i pomagali jej od czasu do czasu.

Po wyjściu za mąż, kiedy urodziła dziecko, mama często pomagała jej przy wnuku. A ja nie rozumiałam, dlaczego zawsze byłam na uboczu.

Zdałam sobie sprawę, że dla najbliższych osób byłam obca.

Rodzice powiedzieli, że gdybym potrzebowała pomocy, to co innego, ale mąż ma rodziców, więc niech się zastanowią.

Zerwałam kontakt ze wszystkimi. Zrozumiałam, że im na mnie nie zależy. Nawet nie wiem, co czuję. Rozczarowanie, ból, urazę.

Czy jestem aż tak złą osobą, że nie zasługuję nawet na odrobinę współczucia i zrozumienia ze strony rodziny?

Często czytam, że ludzie piszą, że rodzice mają obowiązek pomagać swoim dzieciom, dać im przynajmniej wykształcenie i mieszkanie, jeśli to możliwe.

Ale moi rodzice zawsze myśleli inaczej.

Uważali, że to ja powinnam ich wspierać i im pomagać. Ponieważ zwyczajowo młodsze dzieci opiekują się rodzicami.

Szkoda, że trzeba walczyć o każdy dzień. Szukać pracy na pół etatu, liczyć długi, oszczędzać i oszczędzać.

Podczas gdy inni się bawią i niczego sobie nie odmawiają. Inni, którzy nie są ci obcy, ale czasem zachowują się nawet gorzej niż obcy.

Przyjaciele i znajomi pomogli mi w leczeniu męża.

Dzięki Bogu, teraz ma się dobrze.

Ale jak mam się po tym wszystkim komunikować z rodzicami i siostrą?